wtorek, 21 października 2014

Rozdział XIX - Złotko mam na ciebie ochotę!


    Jak się okazało, Zbyszek wcale nie cierpiał na złamanie kabury a zwyczajnie coś mu strzeliło w plecach. Doktor Sokal wszedł do pokoju zaaferowany tym, że atakakujący mógł naprawdę zrobić sobie ciężką krzywdę, gdy zaś zobaczył Zbigniewa nienaturalnie wygiętego a pod nim wściekłą rudowłosą od razu humor mu się poprawił. Uśmiechając się pod nosem przystąpił do oględzin cierpiącego Bartmana, nieledwie tylko powstrzymując się od wybuchnięcia głośnym śmiechem.
    - No co my tu mamy...- rzekł bardzo profesjonalnym tonem. - W którym miejscu cię boli?
    - Wszędzie mam złamany kręgosłup!- jęczał Zibi.
    - A jak do tego doszło?- drążył lekarz.
    Rudowłosa, którą zawstydzić było bardzo ciężko, teraz oblała się purpurą a jej twarz przypominała dojrzały pomidor. Zbigniew przez krótką chwilę pomyślał, że ten płomień na twarzy przypomina kolor jej włosów i gorącą, temperamentną naturę.
    - Bo my ten no chciałem się schylić i mi wtedy coś strzeliło. - tłumaczył się siatkarz.
    - Ten no, ale jak to dokładnie się stało?- dopytywał lekarz.
Jego ciekawość nie była motywowana chęcią dowiedzenia się, co też ta dwójka wyrabiała w pokoju będąc sam na sam. Był dorosłym facetem i wiedział, że krew nie woda a majtki nie pokrzywy skoro zaś ma to     Zbyszkowi pomóc to niech sobie chłopak pofigluje, tylko zazwyczaj od takich harców nie łamią się kręgosłupy.
    - No bo my no ten no tego i ja tego nachyliłem się i łup! - teraz to Zbigniew przybrał ceglaną barwę na swym licu.
    - Całowaliśmy się, Zbyszek nachylił się nade mną i strzeliło mu w plecach! - odpowiedziała w końcu Marian.
    Doktor Sokal uśmiechnął się pod wąsem, zastrzygł brwiami i pochylił się nad torbą lekarską by poszukać zastrzyków. W końcu wyszperał w jej czeluściach ampułkę ze specyfikiem mającym przynieść ulgę cierpiącemu Romeo.
    - Zbysiu ściągnę ci teraz spodnie do połowy masztu i dostaniesz zastrzyk, powinno puścić. - zanim Bartman zdążył się zorientować doktor niczym fachowa pigulara wbił mu w lewy półdupek igłę z lekiem przeciwbólowym i rozkurczowym.
    Bartman czując jak rozkurczająca ciecz rozrywa od środka tkanki jego zadka, rozdarł się głośniej niż syrena pożarowa. Tłumek zebrany na hotelowym korytarzu, który nie rozszedł się nawet na polecenie Oskara Kaczmarczyka, zamilkł w niemym oczekiwaniu co wydarzy się dalej.
    - Czuje się jak wtedy gdy Iwona rodziła Sebastiana. - rzekł Igła ze zgrozą.
    - Myśle, że żadna z położnic nie krzyczy tak jak Bartman. - zachichotał Kłos majstrując coś w swojej komórce.
    Tak naprawdę obrabiał zdjęcie Zbysza i Marian tak żeby była nutka tajemnicy, ale jednocześnie wiadomo było kogo przyłapano in flagranti.  Po chwili zdał relację z wydarzenia(omijając pewne szczegóły) po czym wysłał razem ze zdjęciem do redakcji Ptysiów.net.
    Na sam koniec podpisał się swoim stałym pseudonimem Złotowłosa i czekał na szum w internecie. A co niech sobie Zbysiu pocierpi za te wszystkie lata, kiedy zachowywał się jak nadęty, cwaniacki bufon.
Tymczasem doktor Sokal wyszedł do zgromadzonego ludu z szerokim, pełnym ulgi uśmiechem na okrągłej twarzy.
    - Pacjent ma się dobrze i jeśli chcecie dostać niebieskie tableteczki na spanie to proszę rozejść się do pokojów!- ogłosił wszem i wobec.
    - A co właściwie dolega naszemu amantowi?- zapytał Fabian. - Nie zarażę się?
    - To nie ebola Fabianku więc za chwilę śmiało możesz wejść do pokoju. - rzekł doktor - Zbyszek miał skurcz międzykręgowy, dostał zastrzyk i będzie żył. Jutro zrobimy mu jeszcze tomograf żeby mieć pewność czy to nie jakaś przypadłość neurologiczna.
    - Półfinał za pasem a ten się rozkłada. - rzekł ktoś z tłumu
    - Kto inny się rozkładał mam wrażenie. - zaśmiał się złośliwie Karol.
    - Kłos przeginasz. - odezwał się Możdżonek. - Nie twoja sprawa co oni tam robili.
    - Zbyszek na pewno fiku miki małpki Kiki. - Winiar ubawił się swoim dowcipem.
   Po jakimś czasie towarzystwu w końcu znudziło się wystawanie pod pokojem Fabiana i Zbigniewa. Ruda odczekała jakiś czas, upewniwszy się że Zibi ułożony na brzuchu zasnął po działaniu leków, postanowiła cichaczem wychylić się z pokoju. Przed drzwiami natknęła się tylko na Drzyzgę, który był tak zmęczony że jedyne o czym marzył to położenie się spać. Jagna wysłała Marian sms'a w którym oświadczyła, że nie ma czasu czekać na rudą w nieskończoność i jedzie do góry przespać się kilka godzin.
    Panna Bachledówna- Helin niczym szpieg przemknęła przez uśpione korytarze łódzkiego hotelu, by potem, z mieszanymi uczuciami paść na łóżko w dzielonym z Jagną pokoju. Nie wiedziała jednak, że rozrywki tego wieczoru będą się ciągnąć dalej.
     Dowiedziała się o tym rano, w hotelowej restauracji, w której jadły z Jagną śniadanie. Jagna, grzebiąca leniwie w komórce, zakrztusiła się nagle spożywanymi akurat płatkami kukurydzianymi na mleku, oderwała Marian od ust tosta z szynką i pomidorkiem i podsunęła jej pod nos swój telefon.
     - Patrz!- wycharczała. - Popatrz!
     - Czyś ty oszalała?! - zaprotestowała Marian energicznie. - Nie wal mnie tym telefonem w nos, nosem nie patrzę!
     - Na ekran patrz, idiotko! - odparła Jagna, odzyskawszy oddech. - To Ptysie!
 Marian odsunęła nieco jej rękę, popatrzyła i skamieniała.
     Na ekranie komórki widniało zdjęcie pokazujące Zbyszka, z wykrzywioną bólem twarzy, leżącego na niej samej. Jej gęba, czerwona jak pomidor i otoczona potarganymi włosami była wyraźnie widoczna pod ramieniem Zibiego. Fotografia owa, opatrzona jadowitym komentarzem, zamieszczona została w serwisie Ptysie.net.
     - Zabiję skurwysyna - oznajmiła strasznym głosem Marian.
     - Zibiego? - zdumiała się Jagna.
     - Ale gdzie tam Zibiego! - ruda machnęła niecierpliwie dłonią. - Kłosa! To on strzelił nam focię i komuś dał!
     - Czekaj no, ja się zaraz wszystkiego dowiem, tylko pogadam z Andrzejem - oznajmiła Jagna.
 Pomaszerowała na stronę, wybierając numer do Wrony, który wraz z innymi siatkarzami śniadał w osobnej jadalni. Zanim wróciła Marian zdążyła pożreć trzy tosty, gniew bowiem wzmagał jej apetyt, wypić dzbanek kawy i obmyślić kilka rodzajów tortur jakie chętnie zadałaby Karolowi.
     Wysłuchawszy relacji Jagny z rozmowy z Wroną, Marian sama sięgnęła po telefon, by zadzwonić do Zbyszka.
     - Nie teraz! - Zibi ryknął w słuchawkę jak hamletowski łoś. - Muszę zabić tego skurwysyna!
     - A, to już wiesz - domyśliła się Marian.
     - No jasne, że wiem, trudno żebym nie wiedział, skoro połowa chłopaków leży ze śmiechu pod stołami! - zawył. - Taki mu wpierdol spuszczę, że go Irenka nie rozpozna! 
     - Zbysiu kochany, wstrzymaj się - rzekła Marian głosem słowiczym. - Wiem, że twój męski honor pcha cię teraz do czynów gwałtownych i szanuję to, ale nie tłucz go. 
 W słuchawce rozległo się wściekłe sapnięcie.
     - Ma mu to ujść płazem? - zawarczał Zbigniew z furią. - Po moim trupie!
     - Zbysiu, ja sobie stanowczo nie życzę twojego trupa - kląskała Marian. - I uwierz mi, nie ujdzie mu płazem. Jeśli zrobisz to, co mówię, będzie błagał o litość!
     - Naprawdę? - Bartman jakby się wypogodził.
     - Naprawdę. A teraz słuchaj...
     Jagna, przysłuchując się jak przyjaciółka wyłuszcza szczwany plan Zbyszkowi, kończyła śniadanie. Nie chciałaby być teraz w skórze Kłosa. Za nic w świecie!
     Po śniadanku siatkarze zwinęli swoje manele, zapakowali się w autokar i ruszyli w podróż do Katowic, gdzie miała rozegrać się faza finałowa. Przeciwnikiem naszej reprezentacji mieli byc w półfinale Niemcy, nie mogący się wylegitymować osiągnięciami w siatce i dlatego nieco lekceważeni przez polskie media, nasza kadra jednak podchodziła do meczu półfinałowego z pełną koncentracją i respektem dla rywala. Ostatecznie nikt nie trafia do półfinału z łapanki.
     Polacy zaczęli nieźle, wygrali pierwszego seta, w drugim jednak zrobiło się już ciężko. Mało brakowało, a skończyłby się przegraną Polaków, gdyby nie Wlazły, który zdołał odbić uciekającą w trybuny po źle przyjętej zagrywce piłkę, za pomocą futbolowej przewrotki. Potem błąd Niemców i set został uratowany.
 Wtopiliśmy za to w następnym. Pot kroplisty zrosił czoła kibicom, załodze ławki rezerwowych i trenerowi Antidze, a wszyscy połączyli się w bezgłośniej modlitwie, żeby nie było znowu tiebreaka, bo tego by nikt nerwowo nie wytrzymał. Bogu najwyraźniej był na linii, bo próśb wysłuchał i zesłał polskiej ekipie zwycięstwo w czwartym secie, oznaczające wygraną w meczu trzy do jednego. Finał był nasz!
     Ekipa udała się do hotelu niemożliwie zmęczona, ale w znakomitych nastrojach. Nawet Zibi uśmiechając się szatańsko, przejął boomboxa i zabawił się w didżeja, rozkręcając na pokładzie autokaru coś w rodzaju niedużej imprezki.
     Po kolacji Karol doszedł do wniosku, że musi jeszcze wskoczyć pod prysznic, co też wykonał. Wrona gdzieś zniknął, ale na to Kłos uwagi nie zwrócił, zakładając, że kumpel pewnie poszedł się migdalić z Jagną. 
     Raźno pogwizdując rozebrał się do naga, stanął w kabinie, po czym uruchomił rozmaite masujące funkcje urządzenia, pozwalając wodzie bić, chłostać i uderzać w jego obolałe od ciężkiej pracy mięśnie. To było tak przyjemne, że gdyby był kotem na pewno zacząłby mruczeć.
     Okręciwszy biodra nonszalancko ręcznikiem wyszedł z łazienki i zamarł. Wrony wciąż nie było, ale nie to wbiło Karola w stupor. Otóż na jego łóżku przeciągała się właśnie rozkosznie brunetka w wieku czterdzieści plus, z twarzą zbotoksowaną na sztywno, którą to twarzą usiłowała robić erotyczny dziobek. Do niego!
     - Cześć Karolku! - zamruczała i w tym momencie Kłos uświadomił sobie, że ją zna. Z telewizji mianowicie, była to bowiem znana prezenterka programów śniadaniowych, niejaka Kasia Białorusin. - To co, uczcimy zwycięstwo?
     - Ale jakie uczcimy, proszę pani, to jest jakieś nieporozumienie! - pisnął Karol.
     - Nie bądź taki niewinny - Kasia Białorusin wstała, posyłając mu spojrzenie spod rzęs. - To znaczy to słodkie nawet jest, mówiłam Marysi, że wolałabym Antigę, jest taki ummmm... szlachetny, ale z ciebie też jest słodki pysio... Więc skoro jesteś chętny...
 Podeszła do Karola, on cofnął się i wyrżnął plecami w drzwi łazienki.
     - Nie, ja nie, ja... AAAAAAAAAAAAAA! - wrzasnął cienkim głosem, wyplątał się z objęć Kasi i uciekł na korytarz, nie zauważywszy nawet, że zachłanna rączka pani redaktor rozebrała go z ręcznika.
 Na korytarzu jednak też nie było bezpiecznie.
     - Uśmiech, Kłosiu! - rzekł szyderczo Bartman, robiąc zdjęcie smartfonem. Zza jego ramienia wyjrzała, paskudnie się uśmiechając, Marian.
 Kłos odruchowo zasłonił dłońmi klejnoty.
     - Co wy...? Za co...? - wyjąkał.
Filmujący całe zajście zza rogu Igła prawie tarzał się ze śmiechu. Domyślił się po minie Bartmana rano, że coś będzie grane i postanowił czuwać w okolicy pokoju Karola, tak na wszelki wypadek.
     - Ty się jeszcze pytasz za co? - zapytała Marian groźnie. - Ty się jeszcze pytasz?!
      - To ty na mnie napuściłaś tę potworę? - Karol wybałuszył oczy. - Zabierz ją stamtąd!
     - Zastanowię się - ruda założyła ramiona na piersi i spojrzała w sufit.
     - Zbychu, zrób jej coś! - jęknął Kłos. - Niech ona zabierze to rozerotyzowane pudło z mojego pokoju!
     - Popieram - rzekł Wrona, wyłaniając się zza rogu wraz z Jagną, - Chciałbym pospać.
     - O, Krzysiu - zdziwiła się niewinnie Ignaczakówna, wypychając kuzyna z ukrycia. - Sfilmowałeś to wszystko?
     - Jak tego nie skasujesz, wsadzę ci tę kamerę w dupsko! - rozdarł się Karol desperacko.
     - Karooooolku? - Kasia Białorusin wystawiła głowę z pokoju. - No chodź do Ka... Ojej.
 Potoczyła wzrokiem po zgromadzeniu w korytarzu.
     - Co tu się dzieje?
     - Kasiu, zaszło małe nieporozumienie - rzekła słodko Marian. - Chyba mnie źle zrozumiałaś...
 Odprowadziła prezenterkę na bok i konferowała z nią przez dłuższą chwilę. Ta, rzucała pełne zawodu spojrzenia na Karola, ale pod wpływem jakiegoś argumentu się rozpromieniła i zgodziła się odejść.
     - Poszła - westchnął Kłos, wchodząc do pokoju. Całe zgromadzenie władowało się w ślad za nim.
     - Poszła, ale masz jej udzielić wywiadu po mistrzostwach - odparła Marian ze złośliwą uciechą.
     - A dajcie mi gacie założyć! - Karol wyszarpnął garderobę z walizki.
 Zebrani odwrócili się na chwilę, zwłaszcza tyczyło to dam i po chwili Kłos siedział ubrany na łóżku i podziwiał sam siebie na Ptysiach.
     - Marian zabije cię za to zdjęcie!- syknął Karol wpatrując się w swoje roznegliżowane zdjęcie przerobione tak, że wstyd zasłaniała mu tylko sparklująca gwiazdka. 
     - Nie strasz nie strasz bo się posrasz. - odpowiedziała Marian nic nie robiąc sobie z wyrzutów środkowego. - Trzeba było nie pisać na ptysie donosu o mnie i Bartmanie. 
     - Ja nic nie pisałem! - żąchnął się Kłos. 
     - Złotowłosa to twój nick, Andrzej cię sprzedał. 
     - Jak mogłeś?!- zawył do przyjaciela. 
 Wrona uśmiechnął się pod wąsem. 
     - Zagrałeś poniżej pasa, amigo. Marian wydusiła to ze mnie na torturach. 
     - O mały włos widziałem złotowłosej...kłos...- zarecholił Igła, który razem ze swoim szklanym okiem był świadkiem cyknięcia Karolowi gołej foci na hotelowym korytarzu.

    W dniu finału Ptysie zawrzały nowym newsem a właściwie relacją użytkowniczki "Ruda_tańczy_jak_szalona" i gołemu Kłosowi. Fanki nie potrafiły się zdecydować czy są zachwycone czy raczej oburzone tą fotografią. Ola, dziewczyna Karola raczej nie była pod wrażeniem swojego chłopaka paradującego po hotelowym korytarzu jak go Pan Bóg stworzył, ale Karol zdołał się jakoś sensownie wytłumaczyć.
    Dwie godziny przed finałem dziewczyny/narzeczone i żony siatkarzy oraz ich rodziny powoli zmierzali do Spodka by tam być częścią historycznej chwili. Chyba nie było w kraju człowieka, który nie trzymałby kciuków za reprezentację. A w sztabie i wśród zawodników zapanowała cisza przed burzą, każdy relaksował się na własny sposób odcinając myśli od oczekiwań Polaków.
    Andrzej leżał jeszcze na łóżku myśląc o tym, że chociaż nie zagra w meczu ani też nie stanie w kwadracie dla rezerwowych, to i tak czuje się jakby za chwilę miało się spełnić marzenie jego życia.
Cóż więcej chcieć? Jest przy nim kobieta, którą kocha i z którą będzie miał dziecko w dodatku mistrzostwo jest na wyciągnięcie ręki.
    Podczas gdy Andrzej rozmyślał o życiu, Igła pracowicie sklejał filmik w którym razem ze swoim przyjacielem Gyiorgim Grozerem przepowiadają jak rozdzielą się medale. Pierwsza część wróżby już się spełniła Niemcy wygrali z Francuzami mecz o trzecie miejsce. Teraz tylko trzeba rozwalić Brazylijczyków i wszystko będzie dobrze. Krzysiek nie miał za złe Stefanowi tego, że przez większość turnieju, on musiał latać po studiach a boisko gryzł Zati. Należało się chłopakowi i on Igła był dumny z tego, że ma godnego zastępcę i nie będzie musiał się martwić o przyszłość reprezentacji.

    Z błękitnych oczu libero popłynęła pojedyncza łza wzruszenia, którą szybko starł klikając jednocześnie guzik uploade. Taka chwila nie powtórzy się już nigdy więcej, gdyż to ostatni turniej w jego karierze.
 Wreszcie wybiła godzina rozpoczęcia meczu. 
     - Ja nie wytrzymam, niech oni to wreszcie wygrają, bo się zesram z nerwów! - wyjęczała Marian, łapiąc się kurczowo dolnej krawędzi siedzenia.
 Jagna spojrzała na swą zazwyczaj opanowaną przyjaciółkę ze zdumieniem.
     - Ty, ja tu jestem w ciąży i szaleję, pamiętasz? - zapytała. 
     - Cicho! Do kibica mówisz! - odparła Marian. - A teraz wstawaj, hymn będzie! 
 Darła się przy tym hymnie jak nigdy w życiu. Jagna śpiewała nieco ciszej, acz równeż z sercem, wpisując się w wielotysięczny chór kibicowskich gardeł.
 No i się zaczęło.
     Pierwszego seta przegraliśmy, a Marian ze zdenerwowania niemal wyrwała swoje krzesełko z mocowań, klnąc na czym świat stoi. 
 W drugim secie jednak nasi chłopcy pokazali, że nie tak łatwo ich złamać. Zaczęła się regularna młócka Kanarków, opływających potem i coraz mniej pewnych siebie. Drugi set, wyrównanie, trzeci set, polskie prowadzenie dwa jeden, czwarty set...
 To było coś. Przegrywaliśmy 17:20, wszystko wskazywało na tiebreak, a panowie znienacka wzięli i odbili się od dna. Zaczęli punktować jak maszyny i wreszcie stało się.
     - Trzy!...
     - Dwa!...
     - Jeden!...
     Piłka poleciała na stronę Brazylijczyków, którzy nie zdołali odebrać. Sala rozbrzmiała radosnym rykiem, emitowanym przez kilka tysięcy gardeł, na parkiet wbiegli trenerzy, działacze i rezerwowi.
 Polskie mistrzostwo stało się faktem.
 Żony i narzeczone wpadły na boisko, całując i ściskając swoich mężczyzn. Jagna wpadła z impatem w ramiona Wrony, który zamiótł nią dookoła jak piórkiem. Kątem oka odnotowała Zbyszka, całującego się z Marian tak, jakby świat miał za chwilę ulec zagładzie.
     Potem była dekoracja, nagrana przez Igłę, który kręcił nawet na podium, gdyż prawdziwy operator nigdy nie rozstaje się z kamerą. Były łzy wzruszenia, był śmiech, była wielka feta.
 Wreszcie jednak nastał czas, aby udać się na spoczynek, przy czym większość złotych medalistów zmierzała do łóżek krokiem mniej lub bardziej chwiejnym, w końcu zwycięstwo należało uczcić. Towarzyszyli im rozradowani koledzy z innych reprezentacji, Igłę do pokoju na przykład holował czkający i zapewniający w dwóch językach o dozgonnej przyjaźni Grozer. Krokiem najzupełniej prostym przemieszczał się wyłącznie Marcin Możdżonek, który po prostu nie miał w zwyczaju nadużywać spirytualiów.
     Wronę holowała do pokoju, małżeńskiego apartamentu wynajętego na tę okazję, Jagna, osobiście i własnoręcznie. Kłos spragniony był prywatności z Oleńką, więc nie protestował, a Marian przepadła gdzieś razem z Zibim. Andrzej tryskał entuzjazmem i robił to bardzo głośno, dał się jednak zaholować do pokoju i posadzić na łóżku. Tam go zostawiwszy Jagna poszła się umyć.
    Nocne oblucje zajęły jej nie dłużej niż piętnaście minut, gdyż ze zmęczenia ograniczyła się tylko do szybiego prysznica, mycia zębów i demakijażu. Wysuszywszy się, włożyła na siebie satynową koszulkę nocną w kolorze złota. Kupiła ją wczoraj mając przeczucie, że chłopcy wygrają złoto i będzie mogła poświętować z Andrzejem. Psiknąwszy się mgiełką ukochanych perfum ruszyła do pokoju. Otworzywszy drzwi wysunęła się z łazienki w kuszącej pozie, zaraz jednak zamarła w niej niczym żona biblijnego Lota.
    Obiekt jej uwielbienia jak gdyby nigdy nic stał przy oknie balkonowym i rozbierał się przy nim kręcąc tyłkiem jakby był bohaterem filmu Magic Mike.
Złoty medal lśnił na jego obnażonej piersi a głupkowaty wyraz twarzy wskazywał na to, że jak ona się kąpała on jeszcze coś sobie łyknął.
    - Wrona!- krzyknęła , on zaś szybkim ruchem zasunął roletę.
    - Tak skarbie?- odwrócił się do niej z szerokim uśmiechem.
    - Robisz striptiz przy oknie? Na mózg ci padło? A gdyby ktoś tam stał?- zapytała oburzona.
    - A kto miał stać? Jest czwarta nad ranem skarbie. - zaśmiał się cicho. - Wszystkie faneczki poszły spać...- ruszył w jej stronę, łapiąc ją wpół i przyciskając do owłosionej piersi. Jagna poczuła na dekolcie chłód metalu z którego był wykonany medal MŚ.
    Wrona wpił się w usta Ignaczakówny tak jakby nie całowali się całe wieki a tak nie było, gdyż pół imprezy spędzili zassani w uścisku. Całując się dobrnęli do łóżka, Andrzej zdarł z siebie firmowe gatki i już przymierzał się do ściągnięcia z Jagny satynowej koszulki, górując nad nią niczym posąg, gdy medal nadal wiszący na jego szyi prawie wybił dziewczynie oko.
Tego już było za wiele...
    - Złotko mam na ciebie ochotę!- rzekł zionąc jej do ucha niczym podpity Romeo. - Już mi sto...
    - A ja mam wrażenie, że chcesz spać raczej z tym złotkiem. - Jagna wysunęła się z pod niego gasząc światło i zakopując się pod kołdrą na swojej stronie łóżka.
    Nastrój zgasł jak zdmuchnięty. Jagna z trudem powstrzymywała się przed wyjściem na korytarz i wyciem ze złości, miała nadzieję że ten incydent był jednorazowy i Wronie naprawdę nic nie odbiło.




__________________________________________________________________
Musicie nam wybaczyć opóźnienia na wszystkich blogach. Rozdział na Run miałyśmy napisany do połowy już w sobotę dlatego wzięłyśmy to na pierwszy ogień. Na Julce coś pojawi się jutro lub w czwartek a w weekend posiedzimy nad Pełnią... Mamy nadzieję, że Wam się podoba.
                                                               Miłego czytania F i M :) 






poniedziałek, 6 października 2014

Rozdział XVIII - "Marian złamała Zbyszkowi kaburę".


    Barman bez mrugnięcia okiem nalał tequili do szklaneczki w której nieco wcześniej znajdowała się whisky. Doświadczenie zawodowe nauczyło go bowiem, że nawet jeśli klient zażyczy sobie kufla pełnego uryny, zamówienie należy wypełnić.
     Whisky owa podróżowała teraz po organizmie Margarity, a że nie była pierwszym drinkiem tego wieczoru, celebrytka prezentowała się dosyć rozpaczliwie. Tlenione włosy opadały jej na twarz, ozdobioną półksiężycami rozmazanego tuszu pod oczyma. Zdaniem barmana szafiarka wyglądała po prostu jak natrąbiony szop pracz.
     - Pasujemy do sie.. eee... bie - jęknęła, kołysząc się na wysokim stołku. - Jak dupa i wiiiaadro... Bylibyźźźmy jak Posh i Bekhend... Bek... Bek... Beckham! 
 Barman pokiwał z zawodowym zrozumieniem głową i podsunął gwiazdeczce pełną szklaneczkę. Margarita skwapliwie wydudliła płyn aż do dna.
     - I wiesz ssso? - zapytała. - Wiesz ssso? Nie wieszz? Zapytaj mnie ssso!
     - Co? - zapytał barman.
     - On jessss terasss fciąży - odparła Margarita.
 Potem czknęła, westchnęła dramatycznie i zleciała ze stołka.

    Tymczasem Jagna przydybawszy Karola na korytarzu zaciągnęła go do składziku na szczotki chcąc wciągnąć go w swój plan.
    Składzik był kwadratowym pomieszczeniem, wypełnionym od góry do dołu środkami czystości, oraz przeróżnego rodzaju szmatkami, mopami, miotłami a także spornej wielkości samosprzątającym odkurzaczem.
    - Nie no Jagienka wiedziałem, że podobam się kobietom ale że ty na mnie lecisz? - zaśmiał się Kłos poprawiając ręką zmierzwione włosy.
    Jagna spojrzała na niego nie bardzo wiedząc o co mu chodzi a gdy w końcu zorientowała się, że wciągnięcie do wąskiego, zaciemnionego pomieszczenia faceta, który nie był jej chłopakiem, było raczej ryzykownym posunięciem. A jeśli jeszcze weźmie się pod uwagę wszędobylskich ,ciekawskich dziennikarzy, którym aż paliło się do publikacji zbereźnego kłamstewka na temat reprezentacji. Wtedy na pewno nie byłoby zbyt różowo.
    - Nie mam zamiaru cię gwałcić. - mruknęła pośpiesznie.
    - Co wobec temu robimy w tym ekhm...bardzo romantycznym miejscu? - dopytywał ciekawsko. - Przyznam szczerze, że nudziłem się jak mops i poczułem dreszczyk emocji.
    - Możesz poczuć nawet żądzę ciekawości ale musisz pomóc mi dojść...- nie dokończyła bo przyjaciel Wrony dostał napadu głupawki, trzęsąc się jak w febrze. Jeszcze chwila a upadłby na podłogę turlając się jak kula śniegowa z pagórkowatego wzniesienia.
    - Słuchaj Jagienka ja wiem, że ty jesteś w ciąży i hormony w tobie buzują i być może masz duże zapotrzebowanie na seks, ale naprawdę Ędrju jest tak mizerny w tym że skłądasz mi niemoralne propozycje? - zastrzygł brwiami w zabawny sposób.
    - Kłos słuchaj jak dla mnie jesteś jednak zbyt chuderlawy i wąski więc ogarnij się i przestań robić sobie jaja. Andrzej jest dobry w te klocki, zresztą do cholery ja ci się nie przyszłam spowiadać z mojego życia erotycznego! Musisz mi pomóc dojść do tego czy Marian i Zbyszek kręcą ze sobą! - wydusiła z szybkością karabinu maszynowego.
    Jasne oczy Karola na wieść o rozwiązywaniu zagadki zrobiły się okrągłe jak moneta pięciozłotowa. Teraz to dopiero poczuł dreszcze tak jakby stado dzikich mustangów przegalopowało po jego ciele. Nie będzie w czasie wolnym tak bardzo się nudził kto wie może jako pierwszy sprzeda newsa Igle? W końcu trochę zagra na nosie Bartmanowi bo szczerze mówiąc nie bardzo za nim przepadał.
    Zbigniew nie mógł znieść tego, że era jego namiętnego bożyszcza kobiet pracujących, matek z dziećmi, nastolatek a także babć została daleko w tyle. W końcu jemu i Wronie też należał się od życia jakiś fame? Są przystojni, wysocy i naprawdę nie muszą wyglądać jak Ridge Forrester żeby podobać się kobietom.
    - Zgadzam się!- wykrzyknął z entuzjazmem. - Poinformuję cię mailowo.
    - Nie masz mojego maila. - odpowiedziała zgodnie z prawdą.
    - Dobra wyśle ci sms'a, ale nie pokazuj go Wroniastemu! Zgoda?
    - Zgoda, zgoda tylko pamiętaj żadnych plot masz tylko sprawdzić czy Zbyniu nie uwodzi Marian.
    - To chyba ona prędzej jego, ten tukan uwodzi tylko dmuchane lale a potem je rzuca.
    - Masz na myśli Irenkę? Widzę że ją pocieszyłeś. - ironizowała.
    - Dobra, dobra ty leć do tej swojej Wrony i pogruchajcie sobie a ja idę na łowy. - powiedziawszy to niemalże bezszelestnie wymknął się ze składziku raźnym krokiem zmierzając w stronę windy.
     Udając, że stawia kołnierz wyimaginowanego płaszcza, tak, by podkreślał jego kości policzkowe, przemaszerował korytarzem aż pod drzwi pokoju, który Zibi dzielił z Fabianem. Zastukał nonszalancko, po czym wszedł do środka, nie czekając na odpowiedź.
     - Cześć Fabianku - rzucił niedbale.
Drzyzga, który siedział na swoim łóżku z laptopem na kolanach, gwałtownie zamknął urządzenie.
     - Kurwa, mógłbyś poczekać aż się odezwę - burknął, usiłując ukryć malinowe wypieki na twarzy.
     - A co, twoja lasia właśnie zdejmowała stanik na skajpie? - Karol wyszczerzył się jak rekin z Animal Planet.
     - Nie twój interes - zawarczał Fabian. - Czego chcesz?
     - Zibi jest? - zapytał Karol od niechcenia.
     - Ta, siedzi w szafie i podgląda - Drzyzga wyrżnął się pięścią w czoło. - Jasne, że go tu nie ma, debilu!
     - A gdzie jest? - drążył Kłos.
     - A co, stęskniłeś się za nim? Czy Irence zachciało się trójkąta? - zapytał Fabian jadowicie.
Karol chrząknął, po czym zamilkł, usilnie szukając w głowie właściwej odpowiedzi.
     - Bo ten, Igła coś od niego chce - rzucił wreszcie.
Fabian przyjrzał mu się bardzo porządnie i dokładnie.
     - I jak rozumiem redaktor Piątak przykuła go właśnie do kaloryfera i dlatego nie mógł przyjść sam, tak? - jego głos ociekał ironią. - No dobra, Kłosiu, nie wiem co knujesz, ale masz i spadaj: Zbychu poszedł na kawę z jakąś laseczką.
     - A-ha! - zakrzyknął triumfalnie Karol. Obrócił się na pięcie i wypadł z pokoju jak szaleniec.

     Kolejne czynności śledcze, polegające na pójściu do hotelowej kawiarni, pozwoliły mu ustalić, że laseczką, z którą Zibi poszedł na kawę jest, w rzeczy samej, Marian. Po kwadransie obserwacji zachciało mu się jednak spać, gdyż para zachowywała się nader grzecznie. Najpierw Marian pożerała wielką wuzetkę, Zbyszek zaś jej się przyglądał maślanymi oczami, popijając espresso.
     - Bartman, masz minę imbecyla - mruknął Kłos.
Kiedy zaś wuzetka się skończyła, po prostu rozmawiali.
Znudzony ze szczętem Karol po prostu poniechał dalszej inwigilacji.
     Następnego dnia, przed meczem z Rosjanami, Jagna wpadła do szatni, udając, że musi koniecznie zobaczyć Andrzeja, chociaż i tak miał przyjść do niej na trybuny.
     - Wiesz co - rzekła niewinnie Marian. - To ja może też pójdę, tak na chwilkę.
Jagna spojrzała podejrzliwie na przyjaciółkę, wyglądającą niewinnie jak anioł Rafaela.
     - Ale po co? - zapytała.
     - Tak sobie - odparła Marian, szeroko otwierając oczy. Teraz nie wyglądała już jak dzieło renesansowego malarza, tylko jak Mort z "Pingwinów z Madagaskaru".
     Poszły zatem we dwie. Polscy siatkarze, już przebrani i po odprawie u Stefana, oczekiwali w obszernym holu na wyjście na halę, Rosjanie natomiast jeszcze się nie pokazali.
Jagna rzuciła się w objęcia Wronie, wycałowała jego brodate oblicze, potem pożyczyła chłopakom szczęścia, by na końcu dorwać Karola.
     - Byli na kawie wczoraj wieczorem - zaraportował najlepszy detektyw wśród siatkarzy. - Wszystko grzecznie, żadnych macanek.
     - Śledziłeś ich? - zdziwiła się Jagna.
     - A nie o to ci chodziło? - zdziwił się Karol. - Ja myślę, że z tego coś będzie. Na przykład dzieci!
     - No co ty nie powiesz - mruknęła Jagna, patrząc gdzieś w bok.
Kłos spojrzał w tym samym kierunku. Ruda, z zarózowionymi policzkami, rozmawiała własnie ze Zbysiem, który szczerzył się jak człowiek na ciężkim haju.
     - Miło, że wpadłaś - rzekł.
     - Tak pomyślałam, że byłoby grzecznie, życzyć ci, znaczy wam, szczęścia - odparła
     - To ty tak tylko przez grzeczność? - wyrwało się Zbyszkowi z żalem.
     - Znaczy nie, bo ja, no tego, ja, wiesz - zaplątała się Marian. - Tak sobie myślę, że chyba nie jesteś takim palantem jak mi się z początku widziało.
Zibi się rozpromienił tak, jakby obdarzyła go przecudownym komplementem.
     - To miło - rzekł, szczerząc się jeszcze szerzej.
Zabłąkany miedziany kosmyk opadł na policzek Marian. Nic nie myśląc, Zbigniew odsunął go delikatnie palcem.
     Ku swojemu zdumieniu Marian poczuła, że robi jej się gorąco.
Spojrzała w błękitne oczy Zbyszka, Zbyszek spojrzał w jej zielone i zapadła cisza.
     - Jeśli Zibi uśmiechnie się jeszcze szerzej, odpadnie mu czubek głowy - stwierdził Igła, podchodząc do Jagny. - Nie wiem co tam się dzieje, ale zbierajcie się, dziewczyny, bo Rosjanie zaraz wyłażą.

    Jagna i Marian nie zdążyły zebrać się do wyjścia, gdy w hotelowym foyer pojawili się gracze Sbornej. Na czele szedł najbardziej kontrowersyjny zawodnik w świecie siatkówki a był im nie kto inny jak Aleksiej Spiridonov.
    Uśmiechnięty od ucha do ucha wyglądał jakby przed chwilą golnął sobie strzemiennego. Ekstaza i pewność siebie pchnęła go do najbardziej idiotycznej rzeczy na podczas tych mistrzostw. Mianowicie rozbrykany niczym tygrys z bajek o Kubusiu Puchatku z rozmachem klepnął zmierzającą do wyjścia Jagnę prosto w tyłek. Stojąca obok niej Marian zamarła ze zgrozy natomiast w Jagna zapaliła się i wybuchła niczym mina przeciwpiechotna. Już miała przyładować bezczelnemu chamowi w twarz, gdy w ostatniej chwili obok niej pojawił się Michał Winiarski łapiąc jej dłoń zaciśniętą w pięść.
    - Puść mnie Winiar zaraz nauczę tego prostaka kultury! - szarpnęła się.
    - Nie mów, że ci się nie podobało. - zaśmiał się rubasznie Rosjanin.
Winiar odsunął dziewczynę Wrony, którego szczęśliwie nie było na miejscu, gdyż wrócił do pokoju po telefon, sam zaś złapał Spiridonova za ramię prowadząc w róg foyer.
    - Oczadziałeś? - zapytał ze złością. - Zachowujesz się jak prostacka świnia!
    - Mishka to był tylko żart. - zachichotał Aleksiej. - Fajna foczka to chciałem ją klepnąć a ona narobiła rajbanu.
    - Słuchaj jesteś gościem w naszym kraju a to jest narzeczona Andrzeja Wrony więc bądź łaskaw trzymać łapska przy sobie. - jasne oczy Winiara zalśniły złością i determinacją.
Spiridonov pochylił się do ucha Michała.
    - Dla ciebie wszystko. - wyszeptał  niemalże intymnie.
Winiar odskoczył do niego jak poparzony.
    - Trzymam cię za słowo.
    - Ja wolałbym za coś innego, ale jak uważasz. - Rosjanin dotknął opuszkami palców ust a potem pomachał odchodzącemu Polakowi.
    Tymczasem Marian i rozeźlona Jagna w asyście Cichego Pita i Rafała Buszka udały się przed hotel gdzie wsiadły do taksówki udając się wprost pod Atlas Arenę. Morze kibiców uzbrojonych w barwy narodowe, szeroką rzeką sunęła ku hali. Nastroje przedmeczowe w dużej mierze były bojowe a większość uważała, że Rosjanie są do ogrania, tym bardziej że Sborna dzień wcześniej uległa Brazylijczykom.
    Podczas meczu dziewczyny dały ponieść atmosferze a gdy Biało-Czerwoni przegrywali ich serca zamierały razem z rzeszą oddanych kibiców. Pod koniec obie zachrypły a Marian miała ochotę wbiec na boisko i własnymi rękami dokończyć spotkanie. Po końcowym thrillerze biało-czerwonym udało się ograć mistrzów olimpijskich i przebojem wpaść do półfinału w którym mieli zagrać z Niemcami. Trybuny eksplodowały, Polska zamarła a fani w całym kraju nie mogli uwierzyć w tak spaniały przebieg turnieju.
     Kiedy Igła, który nie grał, ale cały czas przebywał w polskiej strefie, wychynął po meczu z szatni Iwona, nakręcona po meczu, wyściskała go tak, jakby co najmniej osobiście zdobył potrzebne punkty.
     - To było piękne! - wykrzyknęła. - Jesteśmy w półfinale! Myślisz, że chłopcy dadzą radę?
Krzysztof wypiął pierś.
     - Pewnie, że dadzą. Będziemy mistrzami, przepowiadam ci to. Możesz od dzisiaj mówić mi wróż Krzysztof! A gdzie Jagna?
     - Nie wiesz? - zaśmiała się Iwona. - Co z ciebie za wróż? Czeka tam na Andrzeja, bo poleciał przecież do was.
     - A bo ty nie wiesz, co się przed meczem działo! sapnął Igła. - Spirytusov złapał Jagnę za tyłek.
     - Przyłożyła mu? - zszokowała się Iwona.
     - Chciała, ale Winiar ją powstrzymał, a potem nagadał Spirikowi do słuchu.
     - Akurat Winiar trochę zna tego gagatka. Dagmara żaliła mi się,że ktoś wysłał jej donos,że Misza ma romans ze Spirikiem. Po rusku to się od razu domyśliła że ten bałwan ma chcice na Michała i sam wypisuje donosy.
     - Chcicę? - Igła zarżał jak perszeron na widok żłobu pełnego owsa. - Ja wiem, że Misza jest mister repry i łamie serca niewieście, ale żeby Spirika też? Ale numer!
     - A no widzisz - pokiwała głową Iwona, biorąc męża pod rękę.

    Gdy siatkarze wrócili do hotelu niby przypadkiem na Zibiego napatoczyła się Ruda. Zagarnęła go od razu w swoje posiadanie, strasząc wzrokiem zabłąkane przy wejściu do hotelu hotki i tak się jakoś zagadali.
Bardzo się zagadali.
     Tak bardzo, że nawet nie zauważyli, kiedy znaleźli się przed pokojem Zbyszka i Fabiana. Tego ostatniego akurat w nim nie było. Wybył gdzieś.
     - To czekaj, pójdziemy na kawę? - zapytał Zibi otwierając drzwi kartą.
Ruda odruchowo weszła za nim do pokoju.
     - Wiesz co, Bartman? Z przyjemnością. - oświadczyła. - Jesteś cholernie inteligentnym facetem i naprawdę przyjemnie mi się z tobą gada.
     - Miło mi to słyszeć, ale nie wal mi po nazwisku - Zbyszek cisnął torbę w kąt i podszedł do Marian, górując nad nią jak wieża. - Jestem Zbyszek. Zbychu. Zbigniew. Ostatecznie Zibi.
     - Zbyszek... - mruknęła Ruda.
     - Aha - Zibi pochylił się nad nią, muskając palcami jej policzek. - Tu coś masz... tę, rzęsę... czy coś...
     - Aha... - Ruda wspięła się na palce i pocałowała go w same usta.
Chwilę później wylądowali na łóżku, całując się i pieszcząc przez ubrania. I kto wie jak by się to mogło skończyć, gdyby Zibi, który znajdował się na górze, nie wyprężył nagle pleców w łuk, wydając z siebie dziki ryk, bynajmniej nie wywołany rozkoszą.
     - Co się dzieje? - krzyknęła zaniepokojona Marian gdzieś spod jego klaty.
     - Kuuuuuuuuuuuurwa! - Zbyszek opadł nieco w dół, więżąc pod sobą Rudą. - Moje plecy! Złamałem kręgosłup!
     - Pójdę po pomoc! - zaoferowała Marian, próbując wypełznąć spod Zibiego.
     - Nieeeee! - zawył Bartman. - Nie ruszaj się, błagam!
     - No kurwa - mruknęła Ruda, przebiegając w myślach dostępne możliwości ratunku. Nie było ich wiele.
Prawdę mówiąc nie było żadnej.
    - Zbysiu...- rzekła najłagodniej jak potrafiła. - Na stoliku leży twoja komórka, wytrzymaj jakoś spróbuję jej dosięgnąć i wezwać pomoc.
    W jasnych oczach Bartmana zamajaczył autentyczny ból a jego przystojne oblicze wykrzywiło się w przedziwnym grymasie.
    - Zgadzam się...- sapnął dalej nienaturalnie wygięty. - Ale ostrożnie chcę jeszcze pożyć. Ten kręgosłup na pewno jest złamany!
Marian już miała wygłosić gadkę uświadamiającą ZB9, ale w ostatniej chwili ugryzła się w język.
    - Uwaga zaczynamy! - ostrzegła sunąc ręką w stronę szafki nocnej.
Od telefonu dzieliły ją tylko centymetry, gdy w pokoju rozległo się donośne pukanie a zaraz potem w drzwiach ukazał się Karol Kłos.
Spostrzegłszy Zbyszka nienaturalnie ułożonego nad Marian machinalnie wyciągnął swojego smarfona, chcąc uwiecznić ten moment.
    - Aha!- rzekł jakby właśnie rozwiązał największą zagadkę w dziejach ludzkości. - In flagranti!
    - Kurwa miłosne tete a tete! - parsknęła ruda. - Kłos leć po lekarza, Zbyszek ma uraz pleców!
Atakujący spojrzał na kolegę reprezentacji z bólem w oczach.
    - Złamałem kręgosłup! - zawył.
    - Ale z ciebie łamaga. - skomentował Karol. - Trzeba było zostać z Irenką...
Marian nie wytrzymała rozdzierając się na całe piętro a być może i nawet na cały hotel
    - Przestań kretyńsko komentować i rusz dupę bo jak nie to cię zabiję! - warknęła.
Kłos wziął się pod boki.
    - A jak masz się wydostać z pod dominacji Zbigniewa?- ironizował.
    - Umieram złamałem kręgosłup...litości!- krzyczał Bartman.
    - Zabije cię Kłos!- darła się ruda.
Powoli korytarz zapełniał się kadrowiczami, ich dziewczynami oraz członkami sztabu, zwabionymi kakafonią dźwięków wydobywających się z pokoju Fabiana i Zbyszka.
    - Dobra, dobra. - Kłos skapitulował. - Wezwijcie lekarza Bartman umiera. - krzyknął w stronę kłębiącego się tłumku.
    - Co mu jest?- dopytał się ktoś z końca zbiegowiska.
    - Złamał kręgosłup przez brawurę. - rzekł Karol.
Po chwili słychać było jak poszczególne osoby przekazują sobie wieści dotyczące stanu zdrowia atakującego. Zadziałał tak zwany głuchy telefon więc stojący na samym końcu Jagna i Wrona usłyszeli informację pt " Marian złamała Zbyszkowi kaburę".
    - Kabura? Zbyszek nosi broń?
    - Może chodzi o rękojeść?- zachichotał Andrzej.
    - Że co? Wy faceci to macie dziwne określenia, kabury, kropidła... I co jeszcze czarodziejskie różdżki w spodenkach? - ofukała go.
    - Nie wiem co oni tam robili ale to jest news dnia. - dodał Wrona.
Z windy wysiadł doktor Sokal krzycząc na cały korytarz.
    - Rozejść się! Idę do potrzebującego.
Zaraz za nim biegł Oskar Kaczmarczyk nawołując komunikat.
    - Marsz do siebie tutaj nic się nie dzieje!
_________________________________________________________________
Witajcie! 
Jakoś wymęczyłyśmy dla Was rozdział. Jak myślicie ile jeszcze będziemy to ciągnąć? :P 
Mamy nadzieję, że nie wyszło nudnawo bo naprawdę sprężyłyśmy się jak powietrze pod ciśnieniem. 
Polecimy jeszcze autoreklamą i chcemy jeszcze raz zaprosić Was zarówno na Jestem Julią  jak również na nówkę o Stefanie i jego życiowych rozterkach w Pełni grzechu
I jeszcze jedno nie wiem czy Was to zainteresuje, ale właśnie przypomniałyśmy sobie o fakcie, że posiadamy oficjalnego facebooka naszej twórczości. Także jak ktoś ma ochotę to może tam zaglądać, bo będą pojawiały się informacje na temat rozdziałów. Można też podyskutować jak ktoś ma chęć :D 
                                                                   Miłego czytania
                                                                                      Fiolka&Martina :)


sobota, 4 października 2014

Ogłoszenie Parafialne



Witajcie! 
 Na wstępie uspokajamy, nie chcemy zawiesić bloga czy go porzucać. Ogłoszenie jest reklamowe, gdyż z Martiną popełniłyśmy kolejnego bloga. Można powiedzieć, że pomysł rzucił się na nas w ciemnym zakamarku wyobraźni i zmusił do napisania. :D Opowiadanie nosi nazwę
Pełnia Grzechu    i jest czymś zupełnie nowym w naszym wykonaniu, chociaż już nam się zdarzało lawirować w takich gatunkach. 

Bohaterem będzie uwaga zaskoczenie Stephane Antiga( nie pytajcie dlaczego odpowiedź jest na blogu w komentarzu) i pewna kobieta. 

Tutaj krótki opis opowiadania :

"Żyje się chwila, a czas jest tylko przezroczystą perłą wypełnioną oddechem."
~ Halina Poświatowska ~
Helena Karska nigdy nie spodziewała się, że tragiczna noc napaści może stać się początkiem czegoś pięknego a zarazem grzesznego. Z opresji ratuje ją tajemniczy mężczyzna o smutnych oczach w których niczym w zwierciadle odbija się pragnienie bycia szczęśliwym. Stepahne z pozoru ma wszystko, dwójkę dzieci, karierę naznaczoną sukcesami sportowymi a także złoty debiut trenerski. Cieniem na jego idealnym życiu kładzie się wyjazd żony, która po latach szczęśliwego małżeństwa oświadczyła, że nie może dłużej tak żyć i musi wszystko przemyśleć na nowo.
Stephane poznawszy Helenę nie zdawał sobie sprawy, że błękitnooka nieznajoma uciekająca przed prześladowcą, odciśnie tak silne piętno na jego życiu. Co połączyło dwoje ludzi ze skrajnie różnych światów? "


Więc jeśli macie ochotę na czytanie albo wybitnie Wam się nudzi to serdecznie zapraszamy :) 

                                                                    
                                                                      Pozdrawiamy F&M :)

wtorek, 23 września 2014

Rozdział XVII - Gdzie pan kupił tę chlamydię?


     Przez pierwszą fazę rozgrywek polska reprezentacja przeszła jak burza. Z Australią i Wenezuelą Polacy nie stracili nawet seta, ogrywając obie ekipy 3:0. Te wyczyny Jagna i Ruda, przygwożdżone zobowiązaniami zawodowymi, obejrzały w telewizji, zdołały się natomiast wyprawić do na mecz z Kamerunem, podczas którego na parkiecie pojawili się wreszcie Igła i Wrona. Zibi, z nieco smętną miną tkwił dalej na trybunach, zezując od czasu do czasu w stronę dziewczyn, przy czym Jagna zaczynała mieć mgliste wrażenie, że do niedawna zakochany w niej nieprzytomnie Bartman, teraz częściej spogląda na płomienną głowę Marian. Nic jednak nie mówiła, zadowolona z takiego obrotu spraw, wiedząc, że w razie czego ruda pozbędzie się niechcianego zalotnika z taką łatwością, jakby to był zdechły motylek.
      Również Kamerun nie wytrzymał zderzenia z naszą drużyną i został zmieciony 3:1, przy owacyjnym dopingu kibiców na Hali Stulecia, w tym Mariana i Jagny. Ignaczakówna kibicowała nieco wstrzemięźliwiej, za to Marian chyba nieco przesadziła, bo pod koniec meczu zachrypła. 
     Zdjęcie Jagny, wpadającej po meczu w objęcia Andrzeja obiegło internet i wylądowało na Ptysiach, wpędzając redaktorki serwisu w umiarkowaną rozpacz. Umiarkowaną, gdyż panie absorbował dość mocno Matt Anderson, darzony najróżniejszymi superlatywami.
     - Ty, co one w nim widzą? - zapytała bezceremonialnie Marian, gdy dwa dni później siedziały przy śniadaniu w kawalerce Jagny, podczytując netowe plotki, jedna w laptopie, druga w tablecie.
     - Mnie nie pytaj, ja z siatkarzy wolę Wronę - wykręciła się Jagna.
 Marian przyjrzała się dokładnie zdjęciu Matta, po czym dla pewności obróciła tablet do góry nogami i obejrzała Andersona w tej pozycji.
     - Ja tam nie wiem, ale nasi siatkarze są przystojniejsi - orzekła. - Zresztą nie tylko jak tak myślę, tu jedna lasia fotoreportaż dała. Te nogi to chyba Andrzeja?
 Jagna zajrzała w tablet, obrzucając zdjęcia okiem fachowca.
     - Nie, te są Miśka Kubiaka - odparła. - Te są Andrzeja, w podkolanówkach. Te co ich więcej jest.
 Ruda zachłysnęła się kawą.
     - Wydawało mi się, że Wrona nie jest stonogą? - zapytała ostrożnie.
     - Kretynka. Na zdjęciach więcej! W sensie częściej się pojawiają! - prychnęła Jagna. - Serio, ta laska ma chyba fetysz na skarpetki.
     Nasi przystojniacy z orzełkami na koszulkach na deser faz pierwszej rozklepali Argentynę, po czym wesoły autobus polskiej kadry odjechał z Wrocławia, zmierzając do Łodzi. Nastroje panowały znakomite, humory dopisywały, a w rozbawianiu ekipy jak zwykle przodował niezawodny Igła. Dorwał czyjś tablet, wszedł na Ptysie, po czym szatańsko chichocząc jął komentować fotorelację z meczu z Kamerunem.
     - Nogi, nogi, nogi, o twarz! - ogłosił z dumą odkrywcy. - Znalazłem na tych zdjęciach jakąś twarz! 
     - Czyją? - zapytał leniwie Buszek.
     - Znanego sercołamacza - odparł Igła. - Winiar, jesteś twarzą reprezentacji!
     - Ej, ale te nogi to takie więcej monotematyczne - zauważył Konar. - To Andrzeja chyba?
 Właściciel nóg nie odpowiedział, bo chrapał gdzieś z tyłu, uszy zatkawszy słuchawkami.
     - Wrona właścicielem najseksowniejszych nóg! - ogłosił Krzysiek. - Ciekawe co na to Jagna!
 Możdżon zajrzał przez ramię chichoczącemu Igle.
     - Można by pomyśleć - rzekł, przyglądając się artykułowi. - że w tym meczu grał tylko Wrona i jego skarpety...
     - No bez przesady - zaprotestował fałszywie Krzysztof. - O, zobacz, tu jest noga Dzika!
     - Wrona ma na telefonie seks tapety?- dopytał się Kłos. 
     - Dziki mają racice - odezwał się z kąta zaspany Zati. - Czekajcie, Karol, jakie seks tapety?
     - Ja nic nie wiem, Możdżon mówił! - odżegnał się Karol.
     - Nic takiego nie mówiłem - zaprotestował Marcin, spokojnie, acz stanowczo. - Ja mówiłem o skarpetach.
     - Jakich skarpetach? - zgłupiał Zati do reszty. - Tego dzika? I co jeszcze, jeleń w kapciach?
 Igła popatrzył na kolegów podejrzliwie.
     - Czy wyście coś palili? Kwiatki doniczkowe, albo co? - zapytał. - Bredzicie od rzeczy!
     - Któri pali?- w rozmowę włączył się Stephane. 
 Panowie spojrzeli po sobie.
     - Ja wyłącznie w centralnym ogrzewaniu - oznajmił stanowczo Igła. - W piecu, znaczy się.
     - Nikt nie pali - wyjaśnił łagodnie Możdżon. - Krzysiek żartował.
     - Czy ktoś mi wreszcie wytłumaczy o co chodzi z tym dzikiem w skarpetach? - jęknął Zatorski.
     - Nie dzik w skarpetach, tylko wrona! - Igła postukał się w czoło. - Andrzej Wrona!
     - A dzik? - Zati najwyraźniej nie mógł się pozbyć leśnej nierogacizny z myśli.
     - A dzik tam siedzi, o - Krzysiek wskazał Michała Kubiaka, kiwającego się kilka siedzeń z tyłu w rytm muzyki z iPoda.

    Ósmego września kadra przeniosła się ze stolicy Dolnośląska do Łodzi by tam rozegrać mecze drugiej fazy mistrzostw świata. Dwa dni później na pierwszy ogień poszli zdobywcy tegorocznej Ligi Światowej, Amerykanie.
    Jagna i Marian razem z Iwoną i dzieciakami przybyły do Łodzi w dobrych humorach, nastrojone wrześniową aurą otaczającą Polskę. Grupka z Rzeszowa zasiadła na trybunach Atlas Areny, która niczym ul sporadycznie napełniała się biało- czerwonymi kibicami. Andrzej i Krzysiek w tym dniu zostali wysłani na trybuny, ale zanim pojawili się obok swoich najbliższych musieli przejść odprawę razem z resztą reprezentacji.
    Przed dziewczynami zasiadło kilka fanek reprezentacji USA szykujących smartfony na prezentację zawodników zza oceanu. .
    - Zaraz wejdzie Matt! - zapiszczała blondynka w biało-czerwonym wianku na głowę
Marian spojrzała na numer i napis na jej plecach, nachylając się jednocześnie do ucha siedzącej po jej lewej stronie Jagny.
    - Koszulka Zbyszka i ekstaza na widok tego całego Andersona?
    - A to fangirlowanie obydwóm musi się wykluczać? - odpowiedziała jej Jagna.
    - Zbyszek idzie!- pisnęła ciemnowłosa koleżanka blondynki. - Jezu ależ on ma zgrabny zadek!
Jagna i Iwona wybuchły śmiechem, natomiast Marian miała ochotę uderzyć głową o wyświetlacz iphona.
    - Wronka też jest niczego sobie. - kontynuowała rozanielona brunetka. - Szkoda, że ma dziewczynę ale jak to nie jest narzeczona to jeszcze jest nadzieja co nie? - zapytała koleżankę skupioną na fotografowaniu bicepsa Andersona.
    - Soo? A no tak znasz to powiedzenie? Każdy wagon da się przestawić... - zaśmiała się.
Jagna w tym momencie wyglądała, jakby zaraz miała dostać ataku apopleksji. Wsunęła głowę pomiędzy dwie fanki siedzące przed sobą i rzekła sztucznie słodkim głosem, podszytym jednak sporą dawką zazdrości.
    - Ale nie każda lokomotywa da się przestawić.
Fanki spojrzały na nią zaskoczone.
    - A ty co masz jakieś newsy o Wronie, że się tak wtrącasz nie w swoją rozmowę?
    - Wrona podobno trzyma w domu chlamydię. - powiedziała zaskoczonym dziewczynom. - Jego dziewczyna też to hoduje. Łączy ich pasja i przywiązanie do niej.
    - To jest jakiś zwierzaczek? - zapytały podejrzliwie.
    - Można tak powiedzieć. - do rozmowy włączyła się Ruda. - Lubi ciepłe i wilgotne miejsca.
    - Łazienkę?
    - Taaak w łazience też czasem bywa. - złość minęła Jagnie niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
Rozmowa na temat tajemniczej chlamydii zakończyła się przybyciem Igły i Andrzeja. Fanki spoglądały na niego i Jagnę z zazdrością, jedna ośmieliła się zadać nurtujące ją pytanie.
    - Gdzie pan kupił tę chlamydię?- spojrzała na niego rozkochanym wzrokiem.
Andrzej na początku nie zrozumiał o co chodzi, ale umysł szybko zanurkował w obszary pamięci biologicznej i przypomniał sobie czym jest chlamydia.
    - Że co proszę?- zapytał osłupiały.
    - Wronka czy ja o czymś nie wiem? - zarechotał Igła włączając kamerę. - Chlamydia? Czy Jagna o tym wie?- zwrócił się do kuzynki i Marian.
    - Sama nam powiedziała, że hodujecie w łazience chlamydie! - jasnowłosa fanka wskazała duszącą się ze śmiechu Ignaczakównę.
    - Chlamydia to choroba weneryczna!- ryknął zirytowany Wrona. - Co wy wygadujecie?
    - Cooo? Andrzej masz chorobę weneryczną! O boże!- dziewczyny odwróciły się zszokowane. - Runął mi światopogląd!
    - Jaka choroba weneryczna? - siatkarz całkowicie się pogubił. - Czy ktoś wie co tu się do cholery dzieje?!
    - Boże jaki brutal!- kolejny tabun hotek zaczął filmować zirytowanego Wronę.
    - Ej laski on ma chlamydię w łazience! - krzyczały fanki Andersona. - Trzyma w łazience chorobę weneryczną!
    - Jak można trzymać w łazience chorobę weneryczną idiotko?! - zdziwiła się jedna z fanek. - Naprawdę od tego Andersona we włbie wam się kiełbasi. Czytajcie więcej pudelka i superexpresu. - powiedziawszy to przeszły na swój sektor.
Jagna zachowując śmiertelną powagę przytuliła się do Wrony.
    - Jesteś zły?- zapytała przymilnie.
Andrzej spojrzał na nią z wyrzutem.
    - Na naszą łazienkową chlamydię czy na ciebie?- zapytał śmiertelnie poważnie.
Igła skierował oko obiektywu na twarze obojga.
    - To będzie filmik roku!
    - Krzysiek wyłącz to dziadostwo! - wtrąciła się Iwona. - Cała Polska nie musi o tym wiedzieć, zajmij się czymś pożyteczniejszym!
    - To jest dokumentacja dla potomności - odparł Igła z godnością, opuszczając jednak kamerę.
 - Nasza łazienkowa chlamydia jest nieśmiała - odparował natychmiast Andrzej. - Życzy sobie pozostać w cieniu!
     Jagna dostała ataku śmiechu. Sędzia odgwizdał początek meczu, a ona wciąż się śmiała, zostawiając Andrzejowi na piersi smugi z tuszu, na szczęście słabo widoczne, bo Wrona miał na sobie czarną koszulkę.
 Dalej niestety nie było tak śmiesznie. Nieunikniony dołek formy dopadł naszych reprezentantów, gra się nie kleiła, no i stało się. Pierwszy set przegraliśmy. Igła,w przerwie między setami zerwał się z miejsca i poleciał do chłopaków, Andrzej zaś, choć korciło go by pójść w ślady Krzysia, dzielnie trwał przy Jagnie.
     W drugim secie zaświeciło światełko nadziei, zdołaliśmy bowiem wygrać, jednak set trzeci przyniósł kolejne załamanie. Po secie czwartym wszystko już było jasne - przegraliśmy.
 Nie było zatem nic dziwnego, że po meczu w strefie wywiadów atmosfera panowała raczej minorowa.        Zbyszek Bartman, który spędził wieczór na ławce rezerwowych, a teraz, przebrany w służbowy dresik wypatrywał między fanami, dziennikarzami i nielicznymi jeszcze siatkarzami pewnej ognistej fryzury, wyrazem twarzy dopasowywał się do ogólnej ponurości, przybity porażką i dodatkowo poirytowany pokwikiwaniem co poniektórych uganiających się za Amerykanami panienek. Nigdy nie dysponował zbyt dużą tolerancją dla rozpiszczanych hotek, a tego wieczoru spadła ona niemal do zera.
     Złowiwszy kątem oka błysk rudości przystanął za reklamowym pagajem i spojrzał ponad tłumem w tamtą stronę. W morzu głów istotnie lśniła jedna ruda, ale kiedy się poruszyła, dusza Zibiego napełniła się gorzkim rozczarowaniem. Płomienna koafiura należała bowiem do jakiejś pani w wieku bardzo średnim, która starała się swym strojem energicznie zaprzeczyć metryce.
     Zbyszek zazgrzytał zębami. W tym samym momencie jego ucho przewiercił przeraźliwy pisk, emitowany przez ciemnowłose dziewczę, zwrócone do niego plecami, jedno z tych, które Jagna straszyła chlamydią.
     - MAAAAAAAAAAAATIIII! - wizgnęło dziewczę jak wiertarka udarowa.
     - No co ty - stojąca obok blondynka postukała się w czoło. - To nie Matt, to Lotman. Ślepa jesteś?
     - Nie, tylko taka nakręcona, że jak Matt zaraz nie wyjdzie, to ja nie wy-trzy-mam! - wydyszała brunetka.
     - Oj ja też! - zapaliła się blondi. - Matt jest taki słodki!
 Bartman prychnął w duchu. Nie miał zamiaru podsłuchiwać tej rozmowy, jednak nie miał zamiaru też się ruszać z miejsca, chciał bowiem znaleźć Jagnę, Wronę, Ignaczaków i Marian, zwłaszcza zaś Marian, do czego się sam przed sobą nie przyznawał, a nie rzucać się w objęcia dziennikarzy, którzy niechybnie by go dostrzegli, gdyby wylazł zza pagaja. Tymczasem konwersacja fanek obok niego trwała.
     - Ej, ja myślałam, że ty do Bartmana świrujesz - zdziwiła się trzecia dziewczyna, której Zibi nie widział ze swojego ukrycia. - Przeszło ci?
 Blondynka wydęła umalowane usteczka.
     - Już dawno - rzekła wzgardliwie, nieświadoma obecności Zbyszka. - Matt jest taki... no za piękny na ten świat! A Zibi gwiazdorzy. Powinien zjeść snickersa.
     - Nie, dziękuję, od słodyczy sadło rośnie - rzekł jadowicie Zbigniew.
 Blondi i brunetka podskoczyły nerwowo, obejrzały się, po czym zachichotały.
     - Oj co ty Zibi, poczucia humoru nie masz? - zapytała brunetka. - Wyluzuj!
 Wkurzony Bartman już otwierał usta do kolejnej sarkastycznej riposty, gdy ktoś go uprzedził.
     - Przepraszam bardzo, dziecko drogie, świnie ze Zbyszkiem pasłaś, że mu na ty walisz? - zapytała cierpko Marian. Zibi mógłby przysiąc, że zmaterializowała się z powietrza. - A wyluzować to sama możesz, ale gumę w gaciach.
 Brunetkę zatkało.
     - No co pani...? - zaczęła blondynka, ale umilkła pod morderczym spojrzeniem Marian.
     - Ja? Ja ci mówię, żebyś zastosowała się do rady Zbyszka i słodycze odstawiła - odparła ruda. - Dupa ci rośnie jak armata, dziecko. Zbyniu, idziemy!
     To rzekłszy wzięła osłupiałego Zibiego pod ramię i poprowadziła na drugi koniec sali, na którym czekali już Ignaczakowie oraz Wrona.
     - Dziękuję - rzekł Zbyszek, wychodząc ze stuporu.
 Ze zdumieniem stwierdził, że pod wpływem jego spojrzenia Marian nieznacznie się zarumieniła.
     - Nie ma sprawy - odparła nonszalancko, udając, że ogląda swoje paznokcie. - Nie lubię takich rozpiszczanych idiotek.

    Kolejne kilka dni były pasmem sukcesów, okupionych hektolitrami przelanego potu a chwilami nawet łez. Chłopcy nie przegrali już żadnego meczu, ale po zaciętych bojach z Włochami, Francją i Iranem a także dzięki wyeliminowaniu przez Argentynę, Amerykanów wyszli z grupy na drugim miejscu. I wtedy przydarzył się klops. Losowanie trzeciej fazy turnieju przyniosło biało- czerwonym widmo gry z broniącymi tytułu Canarinhos a także Sborną.
     Polska zadrżała w posadach, jedni kibice trzęśli się przed dwiema największymi potęgami siatkarskimi, drudzy losowanie przyjęli ze spokojem. W kadrze nawet jeśli ktoś obawiał się porażki to nie mówił tego głośno a najbliżsi motywowali siatkarzy jak tylko mogli. Jagna ostatecznie wyżebrała u szefostwa kolejną już ostatnią partię urlopu, oznajmiając przy okazji że jest w ciąży i przed Nowym Rokiem chciałaby iść na zwolnienie.
    Szef nawet jeśli był cokolwiek zaskoczony to nie dał po sobie tego poznać. Jak każdy szef miał informatorów i doskonale wiedział z kim kuzynka Ignaczaka zaszła w ciążę. Po cichu liczył, że jeżeli Polacy wygrają to skłoni Wronę to długiego wywiadu na antenie jego radia. Buszka, Ignaczaka, Konarskiego, Drzyzgę i Nowakowskiego trudno przydybać nie będzie, bo grają w Resovii ale gracz Skry Bełchatów byłby smaczkiem. A może udałoby się jeszcze namówić Wlazłego, Winiarskiego i Kłosa do pary? Och wizja tej audycji była piękną perspektywą.
    No więc szef zgodził się dać Jagnie wolne aż do finałowego meczu w Katowicach, zaznaczając, iż mile widziana byłaby relacja z tegoż widowiska.
Ignaczakówna razem z Rudą stawiły się ponownie w Łodzi dzień przed meczem z Brazylią kiedy kadra miała wolne.
    - "Szkoda mi pszeków z powodu losowania..." - Ruda zacytowała wpis Aleksieja Spiridonova z Insgagramu. - Ten facet naprawdę ma coś z łebem. - oświadczyła na całą restaurację.
    - Prowokuje i tyle. - mruknęła Jagna. - Z tego co pamiętam to w Londynie nie było go w kadrze przez chlanie. Pewnie mu szare komórki przeżarło od tego pijaństwa.
    - Ja tam bardziej obawiam się Brazylijczyków. - Marian nadal nie mogła oderwać się od tabletu. - To są jednak obrońcy tytułu.
    Dziennikarka przerwała pałaszowanie sałatki cesar zamierając z grzanką w jednej ręce i widelcem w drugiej. Przyglądała się przyjaciółce skupionej na wyszukiwaniu artykułów siatkarskich.
    Odkąd znała Rudą to siatkówka i sport generalnie nie były jedną z jej licznych pasji. Na meczach była tylko ze względu na Jagnę, która kibicowała Igle i chłopakom których poznała poprzez kuzyna. Teraz zaś rudowłosej buzia nie zamykała się nawet na pół minuty i gdyby nie znała jej od wielu lat, myślałaby że zadurzyła się w jakimś dziennikarzu siatkarskim albo coś. Odpadał Jurek Mielewski bo chociaż atrakcyjny i dobrze ubrany to jednak miał żonę i dzieci, Kuba Bednaruk również był szczęśliwie zajęty, Kadziu miał żonę, panowie Rysiu Bosek i Ireneusz Mazur jakkolwiek byli uroczy to raczej wiekowo nie pasowali do Marian.     Jedyną odpowiedź z kim Marian tak często sms-uje mógł dać jej tylko Kłos. Na Igłę i Wronę nie miała co liczyć, Bartman na pewno robił wszystko w tajemnicy i nawet mieszkający z nim w pokoju Fabian Drzyzga o niczym nie wiedział. Misiek Kubiak cały wolny czas spędzał z przebywającą w Łodzi Moniką i Polą, ale Karolowi Kłosowi nudziło się i to bardzo. Miała na to niezbite dowody w postaci mms-owej sesji Irenki w strojach siatkarskich w każdym możliwym miejscu.
Przydybie go przy najbliższej okazji po meczu i porządnie przemagluje bo co jak co ale chemię pomiędzy dwiema tak wybuchowymi personami jak Bartman i Marian trzeba było mieć na oku.
    Pierwszym spotkaniem biało-czerwonych w tej fazie turnieju był mecz z Brazylią. Po przegranym pierwszym secie Canarinhos wygrali kolejne dwa i już witali się z gąską, juz w myślach mierzyli medale i ściskali puchar, kiedy Polacy zaczęli w czwartym secie łoić ich na wszystkie strony. Młody Rezende nie zniósł tego najlepiej i rozpoczął wymianę tak zwanych uprzejmości pod siatką. Dziku nie pozostał mu dłużny, posyłając kapitanowi Brazylijczyków taki tekst, po którym tamten zbladł i zrobił minę człowieka, któremu coś dotkliwie śmierdzi.
     - Ty, co on mu powiedział? - zapytał z uciechą Igła, trącając Andrzeja łokciem.
     - Ci, po meczu się dowiesz - odparł nieuważnie Wrona, ściskając dłoń Jagny. - Nooo, panowie! Dalej! Cholera! Napier.. Napierdzielać ich!
     No i napierdzielali. Doprowadzili do tie-breaka, którego potem wygrali, ku wielkiej frustracji Brazylijczyków, a radości własnej i zgromadzonych kibiców. Rozgoryczenie Canarinhos było tak wielkie, że zaowocowało potężnym fochem, mającym postać nieobecności Brazylijczyków na konferencji pomeczowej i w strefie wywiadów.
     Gdy panowie wrócili do hotelu, Kłos nie wiedział co ze sobą zrobić. Pomeczowa adrenalina nie dawała mu spać, a tymczasem koledzy się chwilowo rozpierzchli po całym hotelu, gadając ze swymi małżonkami i dziewczynami już to osobiście, już to przez telefon i inne zdobycze techniki. Sesje z Irenką chwilowo mu się znudziły, pogadać nie było z kim, zszedł więc do lobby, szukając Wrony.
     I znalazł. Andrzej siedział pod wielką palmą, wpatrując się z wyrazem twarzy, zdaniem Karola, absolutnego debila, w Jagnę, przycupniętą na fotelu obok.
     - I ten spalony - mruknął Karol. - Zaraza.
Odwrócił się, tylko po to by walnąć klatą w twarz platynowej blondynki, która widac musiała stać tuż za nim. Blondi pisnęła cienko, zakolebała się na wysokich obcasach swych pantofli i walnęła na glebę jak długa w iście kreskówkowy sposób. Karol miał ochotę zakrzyknąć "Drzewo!" ale powstrzymał się i zamiast tego pochylił się z troską nad ofiarą zderzenia.
     - Nic się pani nie stało? - zapytał.
     - Nie, nic - odparła blondyna, w której Karol rozpoznał teraz Margaritę. - Ale pan jest potężny, ojej...
Załopotała zalotnie rzęsami, kiedy pomagał jej wstać, potem jednak zagryzła wargę, rzuciła szybkie spojrzenie w stronę Wrony i zapytała słodkim głosikiem.
     - A pana przyjaciel, a Ędrju... Z kim on rozmawia?
     - Ze swoją narzeczoną - odparł Karol, nagle zły.
     - Ojej... - Margarita wytrzeszczyła oczy. - A czemu ona taka blada, może jest chora, jeszcze zarazi Andrzejka! Słyszałam jak wymiotowała w łazience, wie pan, w przerwie między setami!
Kłos wywrócił oczyma. Że też musiała mu się taka idiotka napatoczyć!
     - Andrzejowi nic nie jest - burknął. - Jagnie też nie.
     - Skąd pan wie? - Margarita złapała go za rękę.
     - Jest w ciąży! - burknął Karol, odbierając jej kończynę.
Ponieważ zaraz odwrócił się i odszedł, nie zauważył, że szafiarce mina wydłużyła się, a nos opadł na kwintę.     Załamana Margarita pokolebała się na swoich obcasach w stronę hotelowego baru.
Tymczasem Kłos poszwendał się po lobby, gdy zaś postanowił wracać na górę, wpadł w szpony Jagny, która oderwawszy się od Andrzeja przypomniała sobie o swojej tajnej misji.
________________________________________________________________
Witajcie! 
Dzisiaj w patriotycznym kolorze i nastroju, podszytym jesienną nostalgią a także depresją pomundialową. Kończy się lato, kończą się imprezy sportowe, ale na pocieszenie mamy Ligę Mistrzów(bo wiecie, że jesteśmy fankami futbolu) i Plus Ligę. Ostatnie trzy tygodnie mimo, że bezowocne były pięknym czasem pełnym wzruszeń, pięknych foć i emocji sportowych. Nawet nas kilka razy złapał stan przedzawałowy. Panowie JESTEŚCIE WIELCY!!!
I pozwólcie i nam zakrzyknąć niczym duet Swędrowski&Drzyzga: "JESTEŚMY MISTRZAMI ŚWIATA!!!" 

Ufff...
Co do rozdzialiku to jest krótszy, ale niestety na więcej brakło nam czasu a i zainteresowanie chyba ostatnio trochę skisło. No nic jeśli ktoś tutaj jeszcze wchodzi i nie zanudziłyśmy go naszą story to życzymy miłego czytania! 

                                                            Pozdrawiamy Fiolka&Martina :) 

PS. Dwa bonusiki by Martina :) 




sobota, 13 września 2014

Rozdział XVI - Uwaga! Wrona odleciała z gniazda singli???!!!


    Kolacja w Złotej Kaczce toczyła sę w atmosferze smętnej i niemrawej, jako że Jagna była potężnie nie w sosie, a Majka i Agnieszka nie bardzo wiedziały jak ją pocieszyć. Dopiero Marian rozkręciła nieco imprezę, sypiąc jak z rękawa anegdotkami z życia w Australii, które wywołały uśmiech nawet na bladym licu Ignaczakówny. Była właśnie w połowie smacznej opowieści o tym, jak to podczas wycieczki w interiorze udała się w krzaczki za potrzebą i stanęła oko w oko z krokodylem, gdy w torebce Jagny rozdzwonił się telefon.
     - Przepraszam was na chwilę - dziewczyna wyłowiła aparat z torebki i schroniła się za ozdobnym parawanem, nie chcąc przeszkadzać innym swą rozmową.
     - Jagna, to ty? - w telefonie odezwał się zdyszany i zaaferowany głos męski. - Guma mówi! Słuchaj, jest afera!
     - Jaka znowu afera? - zdziwiła się Jagna.
     - Krzysiek rozrabia! Słuchaj, Antiga go nie wstawił do wyjściowego składu na otwarcie i zrobił się dym! Igła się uchlał!
 Jagna miała wrażenie, że źle słyszy, albo ktoś jej streszcza kiepskie opowiadanie.
     - Guma, jesteś pewien, że to nie ty się uchlałeś? - zapytała cierpko.
     - Stuprocentowo! Jaguś, przyjeżdżaj do hotelu natychmiast, Stefana teraz nie ma, ale jak wróci, Igła wyleci z repry jak amen w pacierzu! Ty jedna możesz do niego przemówić! - przekonywał Zagumny. - Przecież do Iwony nie zadzwonię!
     - No tak - mruknęła Jagna, ogarniając umysłem sytuację. - Dobra, zaraz tam będę.
 Wróciła pospiesznie do stolika.
     - Dziewczyny, ja muszę lecieć, sytuacja awaryjna - oznajmiła, łapiąc torebkę.
     - O rany, jakiś wypadek? - zapytała zaaferowana Majka, bezwiednie odwracając uwagę Jagny od Mariana, której oczy zaświeciły w tym momencie jak kocie ślepia.
     - Coś w tym stylu. Igła ma kłopoty - zeznała mętnie Jagna. - Bardzo was przepraszam, zdzwonimy się potem, pa!
     - Czekaj, to ja pojadę z tobą! - poderwała się Marian. - Może się przydam!
 Jagna się nawet nie zastanawiała. Marian przegadałaby nawet oddział talibów w razie potrzeby, a potem kazałaby im klęczeć na grochu.

    Kiedy one zmierzały do Hiltona, Igła akurat zdążył zlokalizować Wronę w pokoju, przez zawodników zwanym socjalnym, a służącym relaksowi oraz zabawom. Andrzej, z wyrazem twarzy człowieka, który właśnie puścił z dymem co najmniej siedem wiosek, toczył jednym palcem bilę po stole do bilarda, zupełnie nie zwracając uwagi na kłębiących się wokół kolegów.
     - Ty słuchaj, Guma ma do ciebie interes - zagaił.
 Wrona obrzucił Ignaczaka podejrzliwym spojrzeniem.
     - Jaki? - zapytał.
    - Coś mu się w tablecie spierdzieliło, system operacyjny, czy coś - odparł Igła konspiracyjnie. - Ja już nie to pokolenie jestem, nie wyznaję się na tej technologii, Guma to samo. Weź to ogarnij, bo mi będzie marudził!
     - Mikę poproś - odparł Andrzej. - Albo Busza.
     - Mika wisi na telefonie i kląska ze swoją laską - odparł natychmiast Igła. - A Buszu mówi, że się nie zna.Wrona, kurde, nie bądź wiśnia!
 Andrzej westchnął rozdzierająco.
     - Dobra, rzucę okiem - mruknął i wyszedł z pokoju, z miną Kordiana pnącego się na Mont Blanc.

    Jagna wparowała do hotelu naładowana złością, głównie na Igłę, któremu miała ochotę urwać nogi u samej dupy. Marian biegla za nią prawie zabijając się na panterkowych szpilkach z czerwoną podeszwą.
    - Zabiję tego patafiana! - mruknęła. - Dzień przed Serbami schlać się jak świnia. Już ja sobie porozmawiam z tym moczymordą!
    - Załamał się chłopak. - stwierdziła rudowłosa. - Przypominam ci jak wyglądałaś kilka dni temu, jakby cię z walec drogowy przejechał.
    - Ja mam istotny powód. Życie mi się zmienia szybciej niż światła na skrzyżowaniu a on wymyśla sobie problemy. Nie zagra z Serbami to zagra potem, przecież z kadry go nie wywalili!- ryknęła wchodząc do windy. Po naciśnięciu odpowiedniego guzika szklana kabina ruszyła do góry a na podświetlanym panelu migały numery piętr. Gdy w końcu dotarły do miejsca przeznaczenia na korytarzu objawił się Zbigniew.
Na widok Jagny w towarzystwie Marian, uśmiechnął się jak głupi do sera.
    - Jagienka?- zapytał niemalże z czcią. - Kochana co tu robisz?
   - Do Igły przyjechałam. Gdzie ta moczymorda? - odezwała się Ignaczakówna.
    - Moczy co? Przecież Igła nie...Auuuuuuuuuuuuu!- zawył Bartman czując jak szpilka w butach rudowłosej wbija mu się w stopę obutą jedynie w japonki. Wracał z basenowej pływalni, gdzie relaksował się po sutym obiedzie.
    - Najmocniej przepraszam. Te buty takie niestabilne. Może wie pan gdzie tutaj jest toaleta? Wysiusiać się chciałam!- zaświergotała ruda.
Zbigniew zbaraniał, natomiast Jagna nie zważając na nietypowe dla Marian zachowanie szła w stronę pokoju numer 6.
Gdy oddaliła się na odpowiednią odległość, Marian złapała Zbyszka za włosy ciągnąc z całej siły.
    - Odezwij się jeszcze raz to ci wyrwę coś bardziej istotnego. - zaświergotała.
    - A idź ty babo jedna! Co wy znowu kombinujecie? Ignaczak na kadrze nie bierze nawet piwa do ust a już o schlaniu nie ma mowy.
Zielone tęczówki rudej zalśniły złością niczym u dzikiego kota.
    - Słuchaj no pawianie jeden! Nie twój interes, kapujesz?
    - A może mój?! Ko...Koleżanki nie zostawię w potrzebie.
    - Koleżanka ma już adoratora więc spływaj póki woda nie na kartki! Już cię nie ma!- odgoniła go ręką niczym nieposłuszne dziecko. - Poszukaj czy cię nie ma w lodówce.
    - Ktoś miał rację twierdząc, że na dziesięć rudych jedenaście jest fałszywych. - sapnął Zbigniew oddalając się od tej płomiennowłosej wariatki.
  Jagna krokiem marszowym weszła do pokoju, na ustach mając okrzyk bojowy.
     - Igła, zaraz dostaniesz w łeb! Czyś ty zdur...
 Słowa zamarły jej na ustach, bo osobnikiem, który siedział w fotelu i wywalał swe długie nogi na pół pokoju nie był jej kuzyn, tylko Andrzej Wrona.
     - Co ty tu robisz? - zapytał osłupiały.
 Na Jagnę spłynęło gwałtowne oświecenie. W mgnieniu oka zrozumiała wszystko, kuriozalny telefon od Gumy, dziwne zachowanie Rudej... Odwróciła się i szarpnęła za klamkę, ale drzwi były zamknięte na klucz.
 A klucza w pokoju nie było.
     - Zdrajcy! - zawyła Jagna. - Zatłukę was oboje!
     - Co tu się dzieje? - Wrona domagał się wyjaśnienia.
     - Igła i Marian zrobili zasadzkę - warknęła Jagna.
     - Nie wyjdziecie stamtąd, dopóki nie porozmawiacie jak ludzie! - zatrąbiła Ruda zza drzwi. - Zrozumiano?
     - A lekarka kazała mi się nie denerwować - rzekła Jagna przez zęby.
     - To może ten, usiądź sobie i w ogóle? - Andrzej poderwał się z fotela. 
 Dziennikarka przyjrzała mu się uważnie.
     - Czy ty bierzesz w tym udział? - zapytała.
     - W życiu! - wyparł się natychmiast Wrona. - Wkręcili mnie, tak jak ciebie!
 Tymczasem na korytarzu pojawił się zwabiony rykami trener Antiga.
     - So tuu się zieje? - zapytał. 
     - Ja nic nie wiem - rzekł obronnie i całkiem zgodnie z prawda kompletnie niewtajemniczony w spisek Mika. Tymczasem Fabian i Guma usiłowali się zlać z tapetą na ścianach.
     - Stefan, bo kazałeś mi nareperować Jagnę, to znaczy Wronę - tłumaczył się Igła. - No to ja reperuję, znaczy Jagna go reperuje, znaczy...
 Stephane uniósł dłoń niczym Juliusz Cezar.
 - Nic nie rozumięę - rzekł.
 W tym momencie wkroczyła Marian.
     - Andrzej Wrona odbywa tam najważniejszą rozmowę w swoim życiu! - rzekła z naciskiem. - Chce pan być hamulcem na ich drodze do szczęścia? Chce pan stracić jednego z najlepszych zawodników?
     - Nie chcę - odparł Stefan. - Ale jak bęzie z tego skandal, to uduszęę jegoo - wskazał długim palcem Igłę.
     To rzekłszy oddalił się do swojej kwatery. Na nadejście spokoju było jednak za wcześnie, bo zwabiony zamieszaniem na korytarzu pojawił się Bartman, dyskretnie rozcierając poszkodowaną w starciu z Rudą stopę o łydkę drugiej nogi.
     - Co jest? - zapytał, obrzucając zdziwionym spojrzeniem grupkę, wpatrzoną w drzwi pokoju numer sześć.
     - Wrona z Jagną rozmawia - odparł machinalnie Guma.
      - Ale jak to rozmawia? - Zbyszek zawrzał jak czajnik na gazie. - Co znaczy rozmawia, wpuśćcie mnie tam natychmiast!
     - Zapomnij - rzekła lodowato Marian.
     - Ja ją kocham! - wrzasnął Zibi. - A jemu to się w ryja należy za to, jak ją potraktował!
     - To kochaj ją w milczeniu i kontemplacyjnie!- odpysknęła.
W błękitnych oczach Zbigniewa zabłysła złość.
    - Słuchaj ty...ty ruda wariatko. Jak śmiesz wtrącać się w moje sprawy?! - spojrzał z góry na  Marian, która nawet na szpilkach sięgała mu ledwie do ramienia.
    Dziewczyna nie zamierzała słuchać jęków i pretensji Bartmana.
Na korytarzu zaczęli zbiegać się pozostali kadrowicze obserwując kłótnię tej dwójki niczym z Mody na Sukces.
    - Ruda wariatko?!- wrzasnęła góralka. - Ty chamie niemydlony!- trzasnęła go kopertówką w panterkę wprost w ucho.
    - Przestań mnie bić psychopatko!- Zibi odsunął się od pałającej żądzą mordu rudowłosej.
Ona jednak nie zamierzała ustąpić. Żaden facet, nawet tak wyględny jak Bartman nie będzie wyzywał jej od psycholi!
    - Jeszcze jedno słowo a dopiero ci pokażę psychopatkę!
    - Co się tutaj dzieje?! Co to za ryki?!- korytarzem nadchodził właśnie drugi z trenerów Philip Blain. Francuz ni w ząb nie rozumiał co jest przyczyną kłótni ani nawet jej przebiegu, ale hałas tej dwójki zbudził go z drzemki.
    - Melodramat trenerze. - mruknął Możdżonek. - Nic ciekawego to taka nasza polska przypadłość.
    - Jaka polska przypadłość? Dlaczego Zibi kłóci się z tą dziewczyną?- pytał po angielsku.
    - Eine liebe und grande amore!- wyrwało się Igle.
    - Co? - zbaraniał Philip.
    - Miłość panie trenerze, miłość. - Kłos podjął wkręt na drugim szkoleniowcu. - Oni pałają do siebie taką namiętnością, że iskry lecą. Zbigniew rzucił dla rudowłosej swoją wieloletnią partnerkę Irenkę!
    - Irene? Jaka Irene? Panowie czy wy robicie mnie w konia?
    - My?- rzekł Igła i Karol.
    - Wy. - odpowiedział znużony Blain. - Ale mniejsza z tym, powiedzcie tej dwójce żeby zamknęli się w pokoju bo chcę spać!- powiedziawszy to opuścił zbiorowisko trzaskając drzwiami do swojego pokoju.
    Kłótnia Rudowłosej i Zbigniewa przeniosła się do pokoju neutralnego a więc Buszka i Miki. Zbyszek nikomu nie dał się przekonać, że nie wejdzie pomiędzy Jagnę i Andrzeja i awantura trwała nadal.

    W pokoju Gumy i Krzyśka zapadła grobowa cisza. Jagna zasiadła na łóżku Igły pod oknem, natomiast nieszczęśliwy do głębi Andrzej taksował spojrzeniem sylwetkę dziewczyny. Oczyma wyobraźni widział jej powiększający się brzuch a potem dziecię na rękach.
To musi być córeczka! Mała Wronka!
    Jagna czuła wzrok Andrzeja na sobie i nie było to dla niej niemiłe. Była zła na siebie na niego i na cały świat, ale przez hormony na sam widok Wrony miała mokro w majtkach i ochotę na rzucenie się w jego szerokie ramiona. Zgłupiała do końca!
Najpierw odrzuca jego oświadczyny a potem ma ochotę zawlec go do najbliższego łóżka.
    - Jagna...- Andrzej dotknął delikatnie ramienia Jagny.
Dziewczyna odwróciła się gwałtownie, spoglądając wprost w udręczone oblicze siatkarza.
    - Nie wytrzymam tego dłużej Andrzej!-  odpowiedziała całując zdumionego Wronę wprost w półotwarte usta. Nie narzekał na taki obrót sprawy i czym prędzej porwał swą bogdankę w ramiona. Całowali się jakby za chwilę miał nastąpić koniec świata, nienasycenie, głęboko i kompletnie.
    Andrzej uniósł swój skarb w ramionach kładąc na łóżko Pawła.
 Zajęci pieszczotami, nie zauważyli, że drzwi wejściowe otworzyly się bezszelestnie i do pokoju wkradł się na paluszkach Igła. Obrzucił spojrzeniem parę, splecioną w uściskach na łóżku Gumy, uśmiechnął się i wyszedł.

   Na korytarzu wpadł wprost w objęcia głodnych wiedzy kadrowiczów, którzy raz zwęszywszy rozrywkę już nie popuścili, żądając, jeden przez drugiego, złożenia relacji z tego co zobaczył.
    - Pogodzili się? - dopytywał się z zainteresowaniem Kłos.
    - No właśnie? - zainteresował się znienacka Wlazły. - Z Wrony teraz pożytku żadnego nie ma!
    - Zamknijcie się wszyscy i chodźcie tam - nakazał stanowczo Możdżonek, wskazując fotele pod oknem, na samym końcu korytarza.
    Cała procesja ruszyła grzecznie we wskazanym kierunku. Igła rozsiadł się jak basza na środkowym fotelu, po czym upewniwszy się, że koledzy też już zajęli miejsca, a wszystkie oczy skierowane są na niego, zaczął ze smakiem swoją opowieść.
    - Guma, twoje łóżko jest jak teren wojenny na którym podpisano zawieszenie broni! - rzekł.- Jak wlazłem do pokoju sprawdzić czy się nie pozabijali, bo wiesz baba z hormonami ciążowymi jest gorsza niż wyrzutnia rakiet, to macali się na twoim wyrku a spod drzwi do mojego mieli bliżej!
    - Pogodzili się? - Marian, która właśnie porzuciła stratowanego werbalnie Bartmana w pokoju Buszka i Miki, dołączyła do grupki słuchaczy.
    - Twoje łóżko jest całe w okruszkach po chipsach coś je żarł w nocy. - rzekł niedbale Guma.
    - Ja? Chipsy?! To jest potwarz, to nie były chipsy! - Igła oblał się purpurą.
    - A chipsy z buraka?- zarechotał Kłos. - Wrona mnie kiedyś częstował jak mu żona Lewego zrobiła zapas.
    - Z buraka?!- skrzywił się Mika. - I co jeszcze schabowy z tektury?
    - To były chipsy beztłuszczowe!- Igła przebił się przez konwersację o burakach i tekturze. - Nietuczące!
    - Taaa a potem znowu będziesz jojczał, że masz brzuch jak Jo Jo Oponiarz.
    - Ja nie jęczę!
    - Iwona powiedziała, że schowałeś w szafce książkę "Zmień swoje życie z Chodakowską!" - kpił dalej Guma.
   - Judasz! - prychnął Igła, kryjąc rumieniec. - Zdrajca!
   - Igła, uspokój się, bo jak Wrony wyjdą z pokoju, to zamknę tam ciebie z Gumą - oznajmiła srogo Marian.

    Zbigniew, wyszedłszy z pokoju, ujrzał Marian, która jawiła mu się, w świetle stojącej przy jednym z foteli lampy, jako anioł sprawiedliwości z gorejącymi niczym płomienie włosami.
    - Anioł...- wymsknęło mu się.
    - Anioł?- zdziwił się stojący za nim Fabian. - Gorgona raczej! - Żebyś widział jak rozprawiła się z trenerem jak mu powiedziała, że jest hamulcem na drodze do happy endu Wrony i Jagny. Stefan prawie się rozpłakał.
    - Geniusz nie kobieta!- oczy Zibiego zalśniły podziwem. - Chyba się zakochałem!
    - Co ty bredzisz? Znowu coś chlałeś? - Igła spojrzał na niego nieufnie.
    - Zakochałeś? - rudowłosy anioł ujął się wojowniczo pod boki. - Jakieś pół godziny temu chciałeś lać Wronę po mordzie, w imię miłości do Jagny. Taki szybki jesteś, czy serce masz takie pojemne?
    - Potraktuj to wyznanie metaforycznie, tycjanowski aniele - rzekł wytwornie Zbigniew.
    - Zrobiłaś Zibiemu pranie mózgu? - zainteresował się Karol. - Jesteś z CIA?
    - Nie, z Australii - odparła machinalnie Marian. - Zbyszek, mam powtórzyć przy chłopakach co powiedziałam wcześniej?
    - Milcz, istoto niebiańska, ja się idę napić - odparł Zibi.
    Możdżonek spojrzał na niego wzrokiem ciężkim, jak ołowiana płyta.
     - Wody mineralnej, Możdżon, czystej jak łza anioła - rzekł Zbyszek z niezmąconym spokojem. - Od dzisiaj koncentruję się z powrotem na siatkówce.
    - Alleluja, chwalmy pana - wyrwało się Gumie.
    - Ty, Marian - rzekł nabożnie Mika. - Ja się ciebie boję.
Zielone oczy rudowłosej zalśniły przekorą.
    - Masz całkowitą rację, że się boisz. - zaśmiała się.

    W pokoju Zagumnego&Ignaczaka zakochana para właśnie kończyła się godzić a właściwie brakło im tchu i musieli przerwać pieszczoty. Oszołomiona Ignaczakówna podniosła się do pozycji siedzącej poprawiając rozwichrzone włosy.
Rozczochrany i wymiętolony Wrona uśmiechał się niczym kot z Cheshire, tajemniczo i dumnie.
    - Andrzej musimy pogadać. - Jagna posłała siatkarzowi spłoszone spojrzenie.
    - Myślę, że coś innego wychodzi nam znacznie lepiej. - zaśmiał się Wrona.
    - Też jestem tego zdania, ale na własne życzenie skomplikowaliśmy sobie sytuację. - dotknęła ręką jeszcze płaskiego brzucha. - W kwietniu przyleci do nas bocian czy jak kto woli pójdziemy na pole kapusty.
    - Jestem na to gotowy. - w oczach Andrzeja wyczytać można było żar, miłość i zdecydowanie. - Jeśli tylko będziesz ze mną możemy mieć przedszkole.
    - Wrona to nie pora na żarty. Znamy się cztery miesiące od trzech jesteśmy parą a za siedem będziemy rodzicami. Jak dla mnie to wszystko dzieje się bardzo szybko a czasami nawet aż za.
    - Żałujesz?- zapytał nad wyraz spokojnie w środku zaś drżał jak liść osiki.
Spojrzał na nią z takim smutkiem, że serce jej się łamało.
Złapała go za ręce, wkładając swoje drobne dłonie w jego wielkie, siatkarskie.
    - Niczego nie żałuję, Andrzej ale z tymi oświadczynami to dla mnie za wcześnie.
    - Ale...- zaczął.
    - Poczekaj chwile, daj mi dokończyć! To, że odrzuciłam twoje oświadczyny nie oznacza że cię nie kocham i nie chce z tobą być. Kocham cię i po każdej kłótni czuje się fatalnie, ale nie chcę żebyśmy najważniejszą decyzję w życiu podejmowali ponieważ wpadliśmy. Nie chcę żeby nasza pociecha dowiedziała się kiedyś, że rodzice pobrali się z przymusu.
    - Jaguśka ja nie chcę żenić się z tobą z przymusu! Kobieto ja najchętniej zamknąłbym się z tobą w mieszkaniu i nie wychodził do ludzi! Kocham cię!- rzekł z mocą.
W oczach rozdygotanej hormonami dziennikarki zalśniły łzy wzruszenia.
    - Wiem, ja to wszystko wiem! Ale chciałabym żebyśmy skupili się na budowaniu naszej wzajemnej relacji na poznawaniu siebie, oczekiwaniu na małą Wronkę i wszystkim tym o czym śpiewają w romantycznych piosenkach. Z papierem i kościelnym klepnięciem nie będę cię kochała bardziej, już i tak jestem zakochana i zazdrosna jak idiotka.  Ostrzegam będę wyła. - pociągnęła nosem.
    Oszołomiony tym wyznaniem Andrzej bez słowa przygarnął ją do piersi, pozwalając wypłakać się w koszulkę. Tusz z rzęs Jagny, zrobił na przodzie jego ubioru czarne plamy niczym rozlany wkład do długopisu.
    - Wariatko, nie jesteś idiotką! Kocham cię i sam też jestem idiotą, kretynem i głupkiem, ale tak zakochanym że najchętniej zatańczyłbym na Narodowym!
    - Zatańczmy razem. - pocałowała go w usta.
Spleceni po raz drugi nie zauważyli audytorium stojącego w drzwiach. Na czele niczym dowódca brygady stał Igła składając ręce do oklasków.
    - Braaaaaaaaawo! Pogodziliście się! Aleeeeeeeeeeeeeeeeeeluja!
    - Ignaczak kiedyś cię zamorduję. - mruknął Wrona.
    - Przyszłego szwagra?! Ędrju mordo ty moja!- Igła podbiegł do kolegi ściskając go i gratulując.
    - Szwagra?- zdziwił się Mika. - Igła nie jest bratem Jagny.
    - Stryjecznym bratem. - odpowiedziała mu Marian.
    - To jest styjecznym szwagrem? Jest w ogóle coś takiego?- dopytywał się Buszek.
   - Stryjeczny brat, ojca szwagra mojego trzeciego męża. - zarechotał Guma.
   - W istocie w tej sytuacji jest coś z Kogel Mogel - stwierdził filozoficznie Krzysiek.
     Gdy nadszedł dzień otwarcia Mistrzostw, humory w polskiej drużynie były przednie. Panowie, choć pełni napięcia, byli zarazem żądni gry i zwycięstwa, a u ramion zaczynały im rosnąć nieduże skrzydełka. Wrona był w nastroju szampańskim, którego nie zmącił nawet fakt, że nie załapał się do składu, ba, nawet ławka go ominęła. Ten sam los przypadł w udziale Igle, który wysarkawszy się przyszłemu szwagrowi raz a dobrze, wspierał potem drużynę mentalnie, duchowo i humorystycznie jak tylko mógł.
     Przez Igłową potrzebę zwierzeń obaj panowie spóźnili się odrobinkę na obiad, za to Karol Kłos przybył na salę jadalną pierwszy. Między stolikami kręcili się kelnerzy oraz jakaś tleniona na platynę osobniczka, odziana w turkusową sukienkę mini z jakiejś lśniącej tkaniny. Było w tej dziewoi coś mgliście znajomego, ale głodny Karol, skupiony bardziej na zapachach z kuchni, nie potrafił określić co. Dziewczę majstrowało coś przy stoliku, przy którym zazwyczaj siadywali Kłos z Wroną, Buszem i Miką, a na widok Karola załopotało rzęsami i uciekło w popłochu, kolebiąc się niezdarnie na wysokich obcasach.
    Karol uniósł brew w zdumieniu, podszedł do stolika, po czym uniósł również drugą brew. Spod jednego z nakryć wystawała różowa koperta. Wnikliwy Kłos, przypomniawszy sobie wszystkie obejrzane odcinki "Sherlocka", poddał list wnikliwemu badaniu, oglądając go z bliska, a nawet obwąchując. Od polizania zdołał się powstrzymać. Potem zaś głęboko się zamyślił.
 Skupionego na tym zajęciu zastali go koledzy.
     - Co tak dumasz? - rzucił beztrosko Buszek, odsuwając sobie krzesło. Sala zaczęła napełniać się siatkarzami.
     - Dedukuję - odparł Kłos.
     - Co dedukujesz? - zdziwił się Wrona. - Znowu oglądałeś na tablecie pod kołdrą seriale do późna?
 Karol poczerwieniał.
     - Masz za długi jęzor, Wrona - odparł. - Dedukuję, że masz wielbicielkę. Platynowa blondyna, trudno powiedzieć czy ładna, bo ma kilo tapety na twarzy. Nosi krótkie kiecki, ma skłonność do oczojebnych kolorów i ciężkich perfum.
 Siatkarze popatrzyli po sobie, po czym utkwili spojrzenia w Kłosie, nonszalancko wachlującym się listem.
     - Skąd to wszystko wiesz? - zdziwił się niezmiernie Mika.
     - Wydedukowałeś to z tego listu? - Buszek patrzył na Karola jak na kosmitę.
     - On coś ściemnia - orzekł Wrona.
    - A Jagna to wie, że cię platynowe blondynki molestują? - Kłos spróbował wbić kumplowi szpilę.
    - Wie. Powiedziałem jej, że jakaś kretynka wysyła mi listy i majtki - odparł Andrzej spokojnie. 
     - I co ona na to? - zaciekawił się Buszek.
     - Powiedziała, że jak ją dorwie, to jej kłaki powyrywa - rzekł Wrona, witając spojrzeniem stawiane właśnie przez kelnera pożywienie.
     - Przyczepi sobie sztuczne, stać ją na to - do konwersacji znienacka włączył się siedzący przy sąsiednim stoliku Winiar.
     - A skąd wiesz? - zdziwił się Karol.
     - Bo widziałem tę twoją dedukcję jak stąd wiała - zaśmiał się kapitan kadry. - To jest ta, Margaryna, czy jak jej tam. Ta co będzie śpiewała piosenkę na otwarciu.
     - No i tyle na temat Sherlocka Kłosa - Buszek szturchnął Karola łokciem.
     - Jaka margaryna? - zainteresował się Konar. - Margarynę nam dają na obiad?
     - Nie, śpiewać będzie - sprostował Buszek.
     - I molestuje Andrzeja - dodał Winiar.
     - Śpiewać? To chyba Margarita raczej? - zdziwił się Dawid.
      - Ty patrz, on się na szafiarkach wyznaje - zarżał Igła.
    - Moja dziewczyna czyta jej bloga - wykręcił się Konar.
    - Akuuuurat! - Guma i Krzysiek wymienili porozumiewawcze spojrzenia.

     Ceremonia otwarcia przebiegła bez przeszkód, jeśli nie liczyć powłóczystych spojrzeń wysyłanych przez Margaritę Wronie i głupich pytań zadawanych przez dziennikarkę wiodącej stacji telewizyjnej, niejaką Alinę Piątak.
     - Zatłukę zaraz tę zdzirę - warczała  Jagna na trybunie, widząc jak Margarita bezczelnie obcina tyłek Wrony.
     - Lekarz kazał ci się oszczędzać - przypomniała Marian. - Spokojnie, jakby co ja ją zatłukę.
     A potem zaczęło się szaleństwo. Hymn, odśpiewany przez prawie siedemdziesiąt tysięcy gardeł, później zaś niesamowity doping, przy którym nasi siatkarze rozgromili Serbię trzy do zera. Jagna i Marian wrzeszczały razem z innymi niemal do ochrypnięcia, Stefan uśmiechał się jak Mona Liza a złoty medal wydawał się być całkiem w zasięgu.
     Ten pierwszy mecz był pierwszym zwycięstwem z wielu. 
Po inauguracyjnym spotkaniu z Serbami Jagna i Marian zostały zaczepione przez wspomnianą wcześniej redaktorkę Piątak. Dobrze zbudowana blondynka z obfitym biustem ledwo skrytym jedwabną bluzką, podtyknęła Ignaczakównie mikrofon niemalże pod nos.
    - Wychodzące kibicki biało- czerwonych skąd jesteście?- uśmiechnęła się ukazując rząd śnieżnobiałych zębów.
    - Z Rzeszowa. - odpowiedziała Jagna
    - Z Australii. - mruknęła zniecierpliwiona Ruda.
    - Oooooo! - wydobyła z siebie Alina Piątak. - A który z siatkarz najbardziej wam się podoba?
    - Oczywiście Krzysio Ignaczak jest słodki!- pisnęła Marian nieco fałszywie.
Krzysiek idąc przodem razem z Iwoną i Sebastianem spojrzał za siebie z głupią miną.
    - A tobie też Krzysiek?
    - Czy ja wiem. - Jagna się zawahała. - Nie jest w moim guście.
    - A może Andrzej Wrona, moje koleżanki twierdzą że jest piękny i interesujący!- podpowiedziała podjarana Piątak. - Albo Winiar i jego magnetyzujące oczy!
    - Andrzej Wrona również ma bardzo ładne oczy. - skomentowała Jagna.
    - I z mojego re-por-ter-skie-go śledzta wynika, że jest wolny!- niemalże wrzasnęła Alina a jej bujna pierś zafalowała pod bluzką.
Jagna spojrzała na nią z tajemniczym, chytrym uśmiechem.
    - Z mojego śledztwa wynika, że raczej ma dziewczynę. - odpowiedziała
    - Taaaak?!
    - Tak. Andrzej to mój chłopak!- Jagna wyszczerzyła się sztucznie do kamery. - Pozdrawiam go bardzo serdecznie. Andrzejku czekam na twoją grę i bardzo mocno wam kibicuję. Buziaczki! - posłała całusa.
Skonsternowana Alina Piątak zaniemówiła z pół otwartymi ustami.
    Kilka metrów dalej Igła prawie dusił się ze śmiechu.
    - Gdy w Niebie ustawiała się kolejka po rozum, ona na pewno stała w tej po duże piersi. - zarechotał uciszany przez Iwonę.
    - Krzysiek zlituj się! - syknęła ostrzegawczo. - Słońce ma wszędzie kamery!
    - Słońce to jej chyba przygrzało...- kontynuował Ignaczak.
Jego małżonka rozłożyła ręce i sama zaczęła śmiać się jak opętana, wzbudzając tym zaskoczenie nadchodzącej Jagny i Marian.
     Tymczasem wywiad poszedł w Polskę, został wyświetlony setki razy w samej redakcji portalu Ptysie. net nastąpił kilkunastokrotny replay.
Kilkadziesiąt minut później na portalu pojawił się artykuł a na facebooku link do niego.

Uwaga!  Wrona odleciała z gniazda singli???!!!!

Reporterka stacji Sunday przeprowadziła wywiad z dwiema tajemniczymi kobietami. Jedna z nich na antenie Sunvolley1 przyznała, że od oczu Mishy Winiarskiego bardziej podobają jej się oczy boskiego Andrew.
Owa tajemnicza brunetka oświadczyła również, iż reprezentant Polski jest jej chłopakiem! Nie wiemy co napisać! Jesteśmy załamane i łączymy się w bólu ze wszystkimi zdruzgotanymi fankami uroczego siatkarza. Większym bólem byłoby tylko ożenek Matta Andersona!

                                                                           ~Bubby Rou
~

_______________________________________________________________
Witajcie! 
Wiemy, że nie było nas tutaj dwa tygodnie i mamy cichutką nadzieję, że trochę za nami tęskniłyście? :D Rozdział jest dłuższy, więc chyba trochę zrekompensowałyśmy naszą nieobecność. Same wiecie mistrzostwa i inne takie. 
                                                      Życzymy miłego czytania i liczymy na szczere opinie! 
                                                                                 Pozdrawiamy Fiolka&Martina :)